„Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i jak zwykle, zmęczony bardzo. Poprzedniego dnia był na uczcie u Nerona, która przeciągała się do późna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczęło się psuć. Sam mówił, że rankami…” „Mamooooo zrobisz mi pić?” Podniosłam głowę znad książki. „Przecież dopiero ci robiłam”. „No tak, ale już wypiłem. Byłem taki spragniony, że nie mogłem się powstrzymać..” Ech, westchnęłam cicho, odłożyłam „Quo Vadis” i poszłam do kuchni. Przygotowałam sok dla jednego i dla drugiego, i wróciłam do lektury.
„..Sam mówił, że rankami budzi się jakby zdrętwiały i bez możności zebrania myśli. Ale poranna kąpiel….” „Mamoooooo, siiiiiiikuuuuu!”, Mały przeleciał koło mnie łapiąc mnie za rękę. „No to leć szybciutko”. „Ale zapal mi śjatełko, bo ciechno”. „To poproś brata”. „Ale ja chcę, żebyś tyyyyyyy…” No dobra. Wstałam, zapaliłam dziecku światło, poczekałam nawet kiedy skończy i umyje rączki. Zgasiłam światełko i wróciłam do książki. „… kąpiel i staranne wygniatanie ciała przez wprawionych do tego niewolników przyśpieszało stopniowo obieg jego leniwej krwi, rozbudzało go, cuciło…” Drrrrrrrrrryń, drrrrrrrrrrrrrryń rozdzwonił się telefon. Odebrałam. „Szczęśliwego Nowego Roku!” rozległo się w słuchawce głosem mojej dobrej koleżanki. „No Szczęśliwego”. „Co u was? Dobrze się bawiłaś wczoraj?” . Zamyśliłam się. Moje szaleństwo sylwestrowe ograniczyło się do pomalowania paznokci u stóp na kolor czerwony (dostałam jakiś nowy lakier, trzeba było wypróbować, chociaż zazwyczaj czerwonych nie używam..) i półgodzinnej kąpieli. Odpowiedziałam, że bawiłam się fantastycznie. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilkę i rozłączyła się.
Gdzie to ja skończyłam? Acha. Kąpiel i masaż. Nawiasem mówiąc też by mi się przydały, tylko jakoś niewolników w pobliżu nie ma. A sama nie sięgnę.. „… wracało mu siły, tak że z elaeothesium, (co to jest do cholery???), to jest z ostatniego kąpielowego przedziału (aaaaaaaa…), wychodził jeszcze jakby wskrzeszony, z oczami błyszczącymi dowcipem i wesołością..” „Maaaamoooooooooooooooo a Mały mi nie pozwala pograć na komputerze!”, „Maaaamooooo daj mi jogurt!”, „Maaaaamoooooo ja też chcę jogurt!”. Drrrrrryń, drrrrrryń –„Halo?”. GG zamrugało Mężem. Uporałam się z tym wszystkim. Wróciłam do książki. Czytam: „Jak masz tak czytać babo, to lepiej odłóż mnie na miejsce, bo się Petroniusz pomarszczy i przeziębi w tej kąpieli zanim doczytasz co robił dalej. Łazisz i łazisz. A usiądźże wreszcie. A jeśli nie to odłóż nieszczęsną powieść na półkę i wróć do niej jak dzieci dorosną..” No i chyba tak zrobię. Chociaż żałuję, bo do przeczytania tego dojrzewałam kilkanaście lat. Nigdy nie lubiłam Sienkiewicza. Nie przeczytałam żadnej lektury. Nie przebrnęłam przez „Potop”. „W pustyni i w puszczy” obejrzałam w telewizji. Jedyna pozycja jaką pochłonęłam to był „Pan Wołodyjowski”. No ale to był przecież Mały Rycerz, którego znały wszystkie dzieci. Najbardziej znana postać, zaraz po Hansie Klossie i po D’Artagnanie. Wybacz pan, panie Sienkiewicz. Musisz pan poczekać jeszcze trochę. Tymczasem idę oddać się obowiązkom matczynym („Maaaaaaaaamooooooooooooooooooo, piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiić!!! „Maaaamooooo a moje tamagotchi zrobiło dwie kupy!!!!…”).

