Czym jest autyzm? Czymś, co zaburza życie rodziny. Co piętrzy problemy, utrudnia życie, nie pozwala zawrzeć przyjaźni. Osoba zaburzona widzi świat zupełnie inaczej niż osoba bez autyzmu. W jednej sferze może być zupełnie nieporadna, w innej wybitna. Szkoła zawsze była dla nas trudna. Mimo tego, Duży skończył technikum z wyróżnieniem. A Mały skończył swoje Liceum z czerwonym paskiem. Szkołę specjalną. Nie umie zawiązać sznurowadeł, ale szkołę skończył z paskiem! A teraz coś, co napawa mnie dumą i sprawia, że fruwam. Mały zdał maturę! Z poprawką z matematyki, ale zdał! I złożył wniosek na studia historyczne. Cieszy mnie to, że się nie poddaje. Że brnie do przodu mimo tych wszystkich przeszkód. Nie zniechęca się. Kocha historię i pragnie ją studiować. Wierzę, że mu się uda. Trzymajcie kciuki!
Matura
– Matura z polskiego była prosta do granic absurdu. – orzekł Mały, wsiadając pod szkołą do samochodu.
Zobaczymy w lipcu 😉
Różnica w myśleniu
Mały chce zdawać maturę. W maju. MATURĘ! Ma ogromny zasób wiedzy, choć rozumuje nieco inaczej. W sobotę zrozumiałam, że pewne rzeczy, na które nie zwracamy uwagi, przysparzają mojemu dziecku sporo problemów. Na przykład nigdy nie wytłumaczyłam Małemu, że „rozebranie” Polski, to nie jest to samo co rozebranie kogoś, bo w ogóle o tym nie pomyślałam. W wyniku tego, w sobotę usłyszałam taki dialog, pomiędzy korepetytorką, a Małym:
-Co to jest mesjanizm?
-No porównanie Jezusa do Polski.
-A dokładniej?
-No Jezus miał rozbiory i Polska miała rozbiory.
-Jakie rozbiory miał Jezus? 🤔
-No rozebrali go przed powieszeniem..
Jeśli macie dziecko z autyzmem, odpowiednio wcześniej wyjaśnijcie mu tę różnicę, bo może się okazać, że uzna iż Polska kiedyś chodziła w ubraniu. 😉
29.03.23
– Nie dałaś mi dziś herbaty do szkoły – zarzucił mi Mały w drodze do domu.
– Jak to nie? Dałam! – przecież dokładnie pamiętam, że zrobiłam i dałam.
– Nie. Miałem tylko wodę z cukrem..
Piosenka o Łysku
(wg Małego):
– Kochanie to ja, otwórz drzwi, jeśli mnie słyszysz, wybacz mi. Kochanie to ja, twój ŁYSEK.. (G. Hyży, jeśli ktoś nie zna)
Warszawskie Targi Fantastyki
Uwielbiam miejsca, w których można kupić książki. Jeszcze bardziej uwielbiam, kiedy przy zakupie książki można spotkać jej autora, zdobyć autograf, porozmawiać i zrobić sobie wspólne zdjęcie. Dlatego od pewnego czasu bywam na różnych targach książkowych. Bardzo lubię fantastykę, urban fantasy, kryminały. Zdążyłam poznać kilku autorów, więc wyobraźcie sobie jaka to frajda, kiedy podchodzicie do stoiska, a autor mówi: o! My to już się znamy! A potem opowiada o swojej nowej książce, z radością wpisuje dedykację i uśmiecha się do zdjęcia, choć rozumiem, że to może być dosyć uciążliwe. Mam dużo książek, ale w trakcie pobytu na targach, kupuję nowe. A także planuję, co kupię na następnych. I tak się stało, że ustawiam autorów w kolejce. Dziś właśnie przeprowadziłam taką oto rozmowę: – Jak już Pani jest stałą klientką Pana Piątkowskiego, to może zapozna się Pani z moją ofertą? – zapytał mnie Pan L. B. kiedy stałam przy stoisku samowydawców i gadałam z Frankiem Piątkowskim o kolejnych targach, książkach i moich ukochanych Wodnikach, które są jednymi z bohaterów jego książek. – Ależ ja znam Pana książki. Z Festiwalu w Łodzi. Mam ulotkę i stoi Pan w kolejce. Do zakupów. – To może i ja stanę w tej kolejce? – wtrącił się kolejny autor. – O, Pana książek nie znam. Niech Pan coś o nich opowie. – Z uwagą wysłuchałam reklamy oglądanej książki. – Dobra. Stoi Pan w kolejce. – rzekłam na koniec. – A, to będę za kolegą? – Niestety, kolega jest jakieś trzy osoby do przodu. – w tych sprawach jestem nieustępliwa. I wiecie co? Uśmialiśmy się przy tym serdecznie. Chyba dzięki temu, że jestem gadułą, zapadam czasem ludziom w pamięć. Lubię zawierać nowe znajomości. Jeden z autorów ma dziecko z autyzmem. Pomimo tego, że widzieliśmy się drugi raz w życiu, rozmawiało się nam bardzo swobodnie i przyjemnie. Zostałam również że zaproszona na wydarzenie do Gliwic, a na moje „ee, za daleko. Nie mam tam nikogo, u kogo mogłabym się zatrzymać”, usłyszałam „ja mam dużo miejsca. Jak zniesie Pani kota i dziecko, to zapraszam”. Oczywiście nie potraktowałam tego śmiertelnie poważnie, ale to było miłe, nawet jeśli trochę „pod publikę”. Czas spędziłam cudownie. Obejrzałam mnóstwo kostiumów. A na koniec dnia załapałam się na zdjęcie z figurą woskową Macieja Stuhra, w scenie z Szadzi. Szkoda, że oboje wyszliśmy wyjątkowo sztywno…

Sposób na życie
Małego monolog o sposobie na życie :
Mógłbym pójść w broń, albo w biżuterię. Robiłbym to, co lubię. Mógłbym też pójść w narkotyki, ale to by było złe.
Brzydkie słowo
– I ten luj, wyszedł prosto na mnie! – ekscytuje się Mały, opowiadając ojcu o grze. – Wiesz, że to nie jest ładne słowo? – wchodzę w konwersację, bo Mały naprawdę go nadużywa. – Ale ja lubię to słowo! – broni się Mały. – Ale postaraj się używać go mniej, a zwłaszcza w szkole. Mały kiwa głową ze zrozumieniem i kontynuuje opowieść – I ten złodziej wyszedł prosto na mnie! – ekscytyje się od nowa. – Czyli ten luj. – dodaje szeptem.
Wycieczka
Pojechaliśmy z Małym zobaczyć nowy obiekt rozrywkowy w naszym mieście. Na pobliskim parkingu dostrzegłam autokar.
-Oj, chyba będzie dużo ludzi. – powiedziałam do Małego.
-To będziemy ich z gracją wymijać. – odpowiedział mój syn spokojnie.
I tak właśnie zrobiliśmy 😁
Scena jak z filmu
Czy znacie filmiki, na których kobieta jedzie schodami ruchomymi i nagle one wciągają jej sukienkę?
W ostatnim tygodniu byłam w jednej z galerii w moim mieście na zakupach. Jechałam takimi schodami. Miałam na sobie jedną z moich ulubionych spódnic, długich do ziemi. Nagle zobaczyłam jak jakaś dziewczynka usiłuje wspiąć się na górę, po drugiej stronie poręczy tych schodów. Parę lat temu byłam świadkiem, jak inne dziecko robiło to samo i poręcz porwała je do góry. Ludzie rzucili się na pomoc, a ja stałam daleko, jak sparaliżowana i myślałam tylko o tym, żeby dziecko wytrzymało i nie spadło. Teraz w oczach stanął mi tamten widok, więc zwróciłam dziewczynce uwagę, żeby nie bawiła się w ten sposób, bo poręcz może ją porwać do góry. W tej chwili poczułam, jak coś ciągnie mnie za kieckę. Obejrzałam się i zobaczyłam, że rąbek mojej spódnicy staje się pysznym kąskiem galeriowych schodów. Od razu wyobraziłam sobie że stoję na środku galerii, bez kiecki i wszyscy patrzą. A ja mam nogi nieogolone… Pociągnęłam więc z całej siły za spódnicę i… podarłam ją paskudnie.. Honor uratowany. Dziecko też. Szkoda tylko, że jechałam tymi schodami w dół, więc poręcz w żaden sposób nie mogłaby porwać dziewczynki do góry…