Mały - Całościowe Zaburzenie Rozwoju - autyzm dziecięcy

Niezła budka ;)

Niektóre przypadłości moich dzieci czasem doprowadzają mnie do szału, czasem do rozpaczy a czasem pękam ze śmiechu. Mały ma zaburzenia mowy o typie afazji, wymowa niektórych wyrazów sprawia mu duży problem, nie pisze ze słuchu, zjada litery, zamienia ich kolejność itp. Wczoraj kiedy wracaliśmy ze szkoły do domu, zobaczyliśmy karmnik dla ptaków, już oblężony przez skrzydlatych gości. Mały pełen zafascynowania krzyknął:

– Mamo, zobacz jaka fajna DUPKA dla ptaków!

Nawet nie zauważył pomyłki. W sumie budka, czy dupka… Co za różnica 😉

Duży - Zespół Aspergera

Tajemnica

– Mamo, dziś rano, moja wychowawczyni wzięła mnie na rozmowę – powiedział do mnie Duży kilka dni temu. Oczywiście w autobusie.

– Tak? I co Ci powiedziała? – zainteresowałam się.

– Nie mogę Ci powiedzieć! – Duży był nieugięty.

– Skoro nie możesz mi powiedzieć co Pani powiedziała, to po co w ogóle mi mówisz, że wzięła Cię na rozmowę? – zdenerwowałam się.

– Bo to mogłem Ci powiedzieć. A tamto, to moja sprawa. Ale dobra, Pani powiedziała, że mam chodzić na wycieczki, bo wtedy dzieci się lepiej poznają i zaprzyjaźniają.

– No przecież to samo powiedziałam Ci wczoraj! – opadły mi ręce.

– Aaaa, kto by tam Ciebie słuchał…

Ehhh, po co ja tyle gadam, język strzępię i próbuję tłumaczyć, skoro kto by mnie tam słuchał? 😉

Moje wszystko

Pierwszy

Tydzień temu w poniedziałek zapytałam chłopaków czy chcą jechać ze mną sprzątać groby. Mały strasznie się zatrwożył i nie wyraził chęci uczestniczenia w sprzątaniu, bo myślał, że będziemy otwierać pomniki i odkurzać w środku. Mimo wyjaśnień nie pojechał. Duży też nie chciał, bo nie lubi się przemęczać. To był wstęp do Dnia Dzisiejszego, czyli do Wszystkich Świętych. Rano wybieraliśmy się z M na grób mojegoTaty. Tym razem i Mały dał się przekonać, pojechaliśmy we trójkę. Duży w tym czasie odrabiał lekcje. Groby moich dziadków odwiedziłam wczoraj, nie planowałam iść na nie i dzisiaj. Około 17 popatrzyłam za okno. Pomalutku zaczęło się ściemniać. „Idę na cmentarz!” – powiedziałam. Mały zerwał się na równe nogi: „ja też! Idę z Tobą”. Potem i Duży się zdecydował, więc poszliśmy. Postanowiliśmy w jedną stronę pojechać autobusem. Całą drogę rozmawiałam z Dużym nad sensem jego terapii, ponieważ Duży tego nie znosi i uważa, że to cały świat powinien iść na terapię, żeby zrozumieć jego i dostosować się do niego. Wysiedliśmy pod cmentarzem. Przez jezdnię, w obie strony, maszerowały duże grupy ludzi. „Mama, czy to są turyści?” – zapytał Mały. Z trudem powstrzymałam śmiech i wyjaśniłam dlaczego tylu ludzi idzie na cmentarz. Kupiliśmy znicze, przy głośnym aplauzie Dużego, który krzyczał: „kupmy dużo! Lubię rozpalać ogień!” Nie kupiliśmy dużo, ale za to z aniołkami, bo te się podobały Małemu. Przecisnęliśmy się przez różne stoiska z kwiatkami, zniczami, obwarzankami. „Balony z helem! Popcorn!” – zakrzyknął Mały. Ledwie udało mi się skręcić w odpowiednią stronę do wejścia na cmentarz, ale i tak musiałam wysłuchać przemowy na temat walorów smakowych prażonej kukurydzy. Na cmentarzu było bardzo nastrojowo. Zanim tam dojechaliśmy, zrobiło się już całkiem ciemno, więc płonące znicze i ludzie spacerujący całymi rodzinami, tworzyli malowniczy widok. Coś zaszeleściło pomiędzy grobami. „Ałaaaa” – wrzasnął Mały. „Co to było, co to było!?” – zapytał Duży. „Chyba jakiś liść, albo torebka” – starałam się zachować spokój, ale obejrzałam się z niepokojem za siebie. „Co to za dziwny pomysł, żeby w chrześcijańskie święto ludzie zakładali dzieciom rogi na głowy?” – Duży skomentował rodzinę idącą przed nami, gdzie dzieci miały na głowach błyskające czerwienią i fioletem rogi. „Mamooo, wiesz co jest moim największym marzeniem na świecie? Mieć takie rogi! Oświetlałyby mi drogę w ciemności!” – powiedział Mały. „Kupimy? Widziałem takie na cmentarzu!” Ja też widziałam. Przed wejściem. Powoli zaczynałam się denerwować. Ludzie chodzili coraz wolniej i wolniej, a ja chciałam wyjść z cmentarza coraz szybciej i szybciej… Przeszliśmy obok krzyża, pod którym jak co roku paliło się mnóstwo zniczy. Widok ten sprawił, że poleciała mi łza, czy dwie. „Dlaczego moi koledzy mają dwóch dziadków, a ja tylko jednego? To niesprawiedliwe!” – krzyknął Duży. „Ja też miałam tylko jednego dziadka” – pocieszyłam Dużego. Zapaliliśmy znicze na grobach i skierowaliśmy się do wyjścia. „Mama! Rogi! Kuuuuuup mi!” – Mały dojrzał obiekt swojego porządania. Kupiłam. Poszliśmy dalej. „Ja też bym chciał. One lepiej pasują do mnie, a nie do niego!” – przypomniało się Dużemu. Wróciliśmy i kupiliśmy drugie rogi. I jeszcze Afrykanki dla M. A potem poszliśmy prosto do domu. Dobrze, że Wszystkich Świętych przypada tylko raz do roku.

Mały - Afazja motoryczna

Wesoła niedziela

Żyję w stresie. We wtorek byliśmy z Dużym na komisji odwoławczej. Ciężko wywnioskować, czy punkty od których się odwoływaliśmy otrzymamy, czy też nie. O komisji będzie innym razem, dzisiaj o odrabianiu lekcji. Wstałam ze strasznym bólem głowy. Zanim zaczęłam jako tako funkcjonować, było już prawie południe. Nowego czasu, bo przecież w nocy przeszliśmy na czas zimowy, czego nie znoszę szczerze. Kiedy zaczęłam już funkcjonować, zagoniłam Małego do odrabiania lekcji. Usiadł trochę marudząc, ale w sumie zadanie było proste i dość przyjemne, więc szybko wziął się do roboty. Miał w podanych wyrazach wyszukać ukryte inne wyrazy. Poszło nam dość szybko i dotarliśmy do wyrazu „pantofel”. Mały czyta, czyta wreszcie zaznacza słowo „pan”. Po chwili zaznacza też drugie słowo „tofel”.

– Synku! Nie ma takiego słowa „tofel” – mówię Małemu.

– Jak to nie ma? Tata ma.- odpowiada Mały.

– Ty masz jakiś tofel? – pytam małżonka.

– Oczywiście! Codziennie na nim siedzę! – śmieje się mąż i wskazuje na… fotel. Doskonały tata doskonałych dzieci 🙂 Niedziela była wesoła.

Duży - Zespół Aspergera

Starość

Kolejny kwiatek w wykonaniu Dużego:

idziemy rano do szkoły, Duży mówi: przynajmniej w tramwaju było ciepło.

Tylko, że my jechaliśmy autobusem! – poprawiam go.

– Ja nie wiem co się ze mną dzieje – zaczyna użalać się nad sobą Duży – na autobus mówię tramwaj, na ścianę sufit. Wszystko mi się myli! Chyba robię się stary! Jak Ty to robisz mamo, że jesteś taka stara, a ściana jest dla Ciebie ścianą a nie sufitem?

Noooo i jak ja to robię? 😉

Duży - Zespół Aspergera

Anakin kontra Jezus

Kwestie religijne zazwyczaj zostawiam w spokoju. Duży i Mały chodzą na religię w szkole, jednak podchodzą do tego w inny sposób niż większość ich rówieśników. Każdą informację rozkładają na czynniki pierwsze, po czym natychmiast wszystko zapominają. I tak przed kilkoma minutami, do kuchni wkroczył Duży, który siedzi dziś w domu, bo jego klasa pojechała na wycieczkę, a on NIE LUBI! więc jest ze mną.

– Mamo, jak to jest, że ojcem Jezusa jest Bóg, a pani mówiła, że jakiś Józef?

Zaczęłam opowiadać historię Jezusa słowami najprostszymi, jakich tylko zdołałam użyć. Najwyraźniej mi nie wyszło, bo Duży rozpoczął kolejny ze swoich monologów:

– Aaaaa, to Jezus jest jak Anakin! Jego mama też nie miała męża, tylko go po prostu urodziła. (Zdążyłam pomyśleć: taaa, w kapuście go znalazła…). Czyli Jezus tak jak Anakin powstał z mocy!

– Eeeeeyyyyuuu…- tyle zdążyłam powiedzieć, zanim Duży uznał temat za wyczerpany i wyszedł z kuchni pytając czy z tego komputera to on będzie mógł dziś skorzystać, czy nie?!

Duży - Zespół Aspergera

Amerykański Europejczyk ;)

Rozmawiamy o kontynentach i położeniu różnych panstw. Duży mówi: a Anglia jest oddzielnym kontynentem. Tłumaczę mu, że Wielka Brytania jest wyspą, ale leży na terenie Europy i nie jest oddzielnym kontynentem. Ale nie jest połączona z lądem! Tak jak Świnoujście! – upiera się Duży. Ale wciąż leży w Europie – mówię. Duży po chwili namysłu: a gdybym ja był Amerykaninem i leżał na terenie Europy, to byłbym Europejczykiem? Umarłam 😀

Moje wszystko

Różnie to bywa

Różnie bywa u nas ostatnio. Duży pod wpływem leku jest jakby spokojniejszy, ale czasem wpada w złość. Wtedy robi się nieprzyjemny, albo po prostu stęka kilka godzin, tak jak dzisiaj, że nauczyciele tyyyyyle zadają, a nikt nie bierze pod uwagę tego, że on ma jeszcze inne lekcje do zrobienia. Nic to, że siedział w domu przez ponad dwa tygodnie i prace domowe, przysyłane przez nauczycielkę wspierającą, odwalaliśmy hurtem. Co najmniej cztery sprawdziany do zaliczenia. Z różnych przedmiotów. Do wtorku ma przeczytać „Opium w rosole”, książka ma stron 240, on skończył na 60. A jutro? Jutro idziemy do szkoły. Wczoraj dostałam od małżonka nowy telefon. Cieszę się bardzo, bo chociaż poprzedni nie jest stary i bardzo go lubię, to jednak pisząc smsy, miałam kłopot w celowaniu w odpowiedni przycisk. Wychodziły mi różne różności, nie zawsze zrozumiałe dla odbiorcy. Teraz mam klawiaturę jak się patrzy! I wielki wyświetlacz. Stary telefon dałam Dużemu. Już od siódmej rano męczył mnie „mama, wyczyściłaś już go? A jak się włącza? A jak się pisze? A jak to? A jak tamto?” . Przed chwilą oznajmił, że ma dylemat, bo lubi swój stary telefon. Widziałam po minie co się święci. Podkówka i łzy w oczach. Karta została przeniesiona do starego modelu. Nadmierne przywiązanie do przedmiotów kiedyś go zgubi. Ale jest i sukces. Duży sam dziś usmażył jajecznicę. Rozbił jajka, wylał na patelnię, usmażył, zjadł i POZMYWAŁ! A to już nadmiar szczęścia dla mnie. Zdarzało mu się wcześniej robić sobie jedzenie, tosty czy kanapki. Zdarzało się, że zmywał sam z siebie. Ale nigdy nie wykonywał tych czynności w jednym dniu, jedna po drugiej. Siedzę, a naczynia pozmywane, stoją na suszarce 🙂 Mogłabym się do tego przyzwyczaić. Mały… Trzepocze, denerwuje się, nie skupia uwagi. Z klasówki z matematyki dostał najgorszą ocenę, D. Nie zrozumiał poleceń. Źle policzył. Martwię się coraz bardziej. Jutro mamy konsultację psychologiczną. Mały powiedział dziś do mnie: mamo, czy wiesz, że po epoce dinozaurów, prawdopodobnie żyły jeszcze inne stworzenia? Na przykład kucyki (Pony)… 😀 A czy wiesz, że jak się wyrzuci szczeniaczka na polu, to on bardzo piszczy? ( to ostatnie pod wpływem czegoś obejrzanego w telewizji). I tak to u nas różnie bywa…