Moje wszystko

Kochajmy zwierzątka! :D

Tak jak moja ukochana babcia. Babcia nałogowo dokarmia bezdomne kotki, pieski i gołąbki. Zawsze odkładam dla niej resztki chleba i kiedy przychodzi w odwiedziny, to sobie zabiera i daje ptakom. Dzisiaj było podobnie. Kiedy wróciłam ze sklepu, moja babcia stała w kuchni i kroiła chlebek na drobno. Po drugiej stronie leżała malutka kupka troszkę zielonkawego już chlebka. Babcia szepnęła do mnie:

– Wiesz, ja nie wyrzucam tego chlebka do kosza, tylko do ubikacji. Niech i te szczurki podwodne sobie pojedzą…

Kochajmy zwierzątka moi drodzy! Nie ważne czy to piesek, konik, czy bakteria. 😉 Kocham moją Babcię 😀

Moje wszystko

Sensacje czwartkowe

Po wtorkowej akcji, jaką raczył mi odstawić mój organizm, poszłam wczoraj do lekarza. Głupio się czułam stojąc pod gabinetem zabiegowym w oczekiwaniu na EKG. Starsi ludzi patrzyli na mnie jak na zjawisko nadprzyrodzone. Jednakże badanie wyszło w porządku, tak jak ciśnienie. Czyli jednak za duża dawka leków. Dostałam leki wyciszające rozkołatane serce i mniejszą dawkę mojegu leku, z zaleceniem szybkiej kontroli u lekarza prowadzącego. Tia. Jak pomyślę, że muszę znów wstać o 5 rano, żeby jechać sobie kartę wyciągnąć, to już mi się nie chce. Tym bardziej, że cholerna zima nie odpuszcza i znów jest biało za oknem. Duży rozpoczął rekolekcje. Miałam z nim iść ja, ale niestety, do moich dolegliwości postanowił dołączyć się też żołądek, dostarczając mi nie lada rozrywki przez co do kościoła poszła z Dużym moja babcia. W tym czasie Mały postanowił zabawiać mnie rozmową i domagać się szczegółowych informacji na temat różnych rzeczy. Na pierwszy ogień poszła wata, którą kilka dni temu wygrzebałam z czeluści szafki łazienkowej, ku swojemu zaskoczeniu, bo takiego wynalazku używałam ostatnio baaaardzo dawno temu. No ale skoro już ją wygrzebałam to postanowiłam zużyć. Nakropiłam toniku i dawaj twarzyczkę zmywać. I naprawdę nie wiem jak moja babcia i mama mogły tego używać do podobnych praktyk. Ciągnie się toto po całej gębie, smyra w nos i zostawia wszędzie pojedyncze kłaczki, które po wyschnięciu majtają człowiekowi przed oczami i zmuszają do długotrwałych polowań na siebie przed lustrem. Tak więc Mały zainteresował się wynalazkiem, przytaszczył do pokoju, gdzie sterany żołądek ułożyłam wygodnie na łóżku i zapytał:

– A co to? Waka? (Mały nie wymiawia „t”)

– Tak synu, to wata.

– A z czego się robi wakę?

– Yyyyyy – zajęczałam, bo żołądek znów zaczął ósemki kręcić, na co Mały nie raczył uwagi zwrócić. Popatrzył tylko na mnie i powiedział:

– Nie wiesz? Z włosków..

No tak. Jasne, że z włosków. Czekałam aż doda, że z włosków babcinych, bo przecież babcia ma takie białe, ale nic takiego się nie stało. Mały porzucił watę i zajął się kolorami.

– Mamusiu, a jaki kolor ty ubielbiasz najbardziej? (Mały nie wymawia też „w”)

– Lubię wszystkie – żołądek zaczął wychodzić mi uszami.

– A jaki ja ubielbiam najbardziej?

– Żółty. (Jestem tego pewna, bo Mały uznaje najbardziej żółte zabawki, żółte ubrania i wszystko żółte..)

– Nieeee, ja też lubię wszystkie – powiedział Mały ściskając w objęciach żółtą Laa Leę, i żółty samochodzik.

– Mamusiuuuuu, pomożesz mi znaleźć Mikołaja? – Mały przytaszczył książeczkę „Znajdź Świętego Mikołaja”

– Misiek a może spróbujesz sam, co? Bo ja się trochę źle czuję. 

– Oj prooooszę – książeczka wylądowała na moim nosie. Żołądek zaczął bulgotać gniewnie i potężny zawrót głowy miotnął mną po całym pokoju. Zadzwonił domofon. Duży z babcią wrócili z kościoła. Poczułam się lepiej i mam nadzieję, że to już koniec sensacji na dzisiaj. Żeby jeszcze tylko ta głowa przestała boleć…

Moje wszystko

Baj baj MASZKARO

Wywaliłam Blogfroga. I tym samym wyzwoliłam się w połowie ze sprawdzania popularności bloga 😀 Baj, baj MASZKARO 😛 Robię postępy 😉 Jutro środa. Opowiedziałam M co będę jutro robiła i jakoś chyba się nade mną ulitował, bo postanowił wziąć wolne w pracy 🙂 Mam wizytę u lekarza. Od kilku dni dzieje się ze mną coś niedobrego. Zdaje mi się, że winę za to ponosi większa dawka leku, który stale przyjmuję, ale sama sobie dawki zmniejszyć nie mogę, tym bardziej, ze nie jestem pewna, czy to na pewno to. Poza tym jutro mam cotygodniowe latanie z Dużym. Szkoła, angielski, zajęcia w poradni i na koniec mój step 🙂 Przydałoby się samochodem pojechać… Przypomniały mi się czasy, kiedy M nie miał prawa jazdy i ja musiałam pełnić rolę kierowcy.  Mieliśmy wtedy malucha, a ja byłam swieża w temacie płynnego poruszania się po drogach. Nie mówiąc już o tym, że dwa tygodnie jeździłam na światłach pozycyjnych, które uznałam za mijania, zanim ktokolwiek uświadomił mnie gdzie to się włącza, żeby było tak jak być powinno. Na szczęście wtedy te światła włączało się tylko po zmroku i zimą, a ja jeździłam w lecie i raczej w dzień 😉 Pamiętam też jak oryginalnie udało mi się zaparkować fiacika pod blokiem. Przynajmniej wiem, że pasek zieleni oddzielający parking od chodnika, mieści się dokładnie pomiędzy przednimi i tylnymi kołami tegoż fantastycznego samochodu rodzinnego 😉 A fotelik samochodowy w maluchu mieści się tylko bokiem. Pamiętam też, jak już wymieniliśmy małego fiata na „polówkę” i M posiadał już prawo jazdy, i postanowiłam zobaczyć jak się to cudo prowadzi. Usiadłam na miejscu dla kierowcy i natychmiast usłyszałam: „nie ruszaj lusterek, nie przestawiaj fotela, nie szarp kierownicą.” Zapomniał dodać, żebym nie zapomniała wcisnąć sprzęgła zanim ruszę.. Zestresował mnie, no! Zresztą sprzęgło chodziło ciężko i nie mogłam się o nic zaprzeć, bo przecież na fotelu siedziałam na samiutkim brzeżku 😛 W chwilach stresu sprzęgło przestawało dla mnie istnieć. W maluchu też zapominałam o nim, kiedy trzeba było się wcisnąć pomiędzy samochody na skrzyżowaniu 😉 Miałam dużo stresów wtedy. Jako, że jestem osobą nerwową, powinnam chyba jeździć nocą, kiedy ruch na drogach jest niewielki. Niestety nie da się 😀 Dlatego już nie prowadzę samochodu. Za dużo nerwów mnie to kosztuje 😉 Zresztą wszędzie mam blisko, a samochód podobno bardzo rozleniwia. Nie wyobrażam sobie zawozić Dużego do szkoły samochodem, kiedy spacerkiem mam 5 minut. Przystanki tramwajowe i autobusowe mam pod nosem. Wszędzie dojazd bezpośredni, lub prawie bezpośredni. I nie mam stresu, który przeżywałam za kierownicą. Mogę spokojnie obejrzeć co się zmienia w moim mieście i mogę poświęcić więcej uwagi chłopakom, jeśli ze mną jadą. Chyba nie jestem stworzona do bycia kierowcą. Chociaż powinnam się przemóc i zacząć jeździć, skoro już mam to prawo jazdy. Jednak jakoś nie potrafię.. Będę się dalej lenić w tramwajach i autobusach. A co tam!

Moje wszystko

23

"Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego,
pozwala leżeć mi na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie do wody gdzie mogę odpocząć, orzeźwia mą duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swe imię.
Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza!
Jezus Chrystus cię kocha!"
 
 
 
Źle mi.. 
Dowiedziałam się dzisiaj, że globalne ocieplenie zmieniło się w globalne ochłodzenie. Czyli teraz zamiast roztopionych lodowców i huraganów, będziemy mieć więcej lodu, misiów polarnych i mniej wiatrów. A Al Gore bedzie musial oddac Nobla 😉 Ciekawe jak długo znowu potrwa to ochłodzenie 😉
Dzisiejszy dzień był fatalny. Źle się czułam. Nawet do sklepu szłam "po ścianie".  Co za fatalna pogoda jakaś.. I w dodatku nieuchronnie się 1 kwietnia zbliża. Imprezy nie będzie. Nawet nie miałabym kogo na nią zaprosić. A ma wiatrówkę. Może Anna będzie pamiętać? Ona ma blisko. Wiemdzia mieszka nad morzem. Na urodziny się nie załapie, ale może poświętujemy razem imieniny 😉 Zaniosłam do przeróbki garnitur Dużego. Na szczęście marynarka jest dobra i nie trzeba jej poprawiać. Teraz tylko kupić buty i możemy się komuniować. Jeszcze spowiedź do zaliczenia została i dwie inne modlitwy. A po maju będzie czerwiec i wtedy odpocznę. I będzie ciepło. I będzie futerko do głaskania 🙂 Tylko muszę zadzwonić do tych od zabezpieczeń na gołębie, czy założą mi siatkę na moim 10 piętrze, bo nie chciałabym, żeby moje futerko skoczyło za ptaszkiem.. Oczy mnie szczypią. Idę spać..
Moje wszystko

Takie tam..

Pogoda okazała się dla nas łaskawa tylko wczoraj. I jesteśmy jej za to bardzo wdzięczni, bo spędziliśmy bardzo przyjemnie czas na świeżym powietrzu. Niestety dzisiaj aura była całkiem niesprzyjająca niczemu. Od rana niebo płacze a wiatrzysko wieje straszliwie. Wczoraj zapomniałam napisać, że Marzanny nie utopiliśmy, chociaż była obecna i gotowa do poświęceń. Nie utopiliśmy jej dlatego, że Zuchy i Smurfy obecne na rajdzie są ekologiczne, a Marzanna nie i zanieczyściłaby sobą środowisko, a tego przecież nie chcemy 🙂 Marzannę zabrała Pani Wiosna i schowała ją sobie do szafy w sypialni. I bardzo dobrze. Dzisiaj jestem za to zmęczona nieziemsko. Nie fizycznie. Nadowiadywałam się różnych rzeczy, straciłam sporo nerwów i zaufanie do jednej pani. W wyniku tego wszystkiego muszę zakupić nowe akcesoria kocie dla naszego przyszłego pupilka. Jest mi też smutno. Ale ponieważ obiecałam komuś coś, to nie mogę napisać dlaczego to wszystko się dzieje. Cała ta sytuacja jedynie potwierdza moje podejrzenia, że w poprzednim życiu musiałam być okropnym człowiekiem i teraz muszę odpokutować. Ok, przeczekam. Może kiedyś wyrównam rachunki ze sobą sprzed reinkarnacji i los będzie dla mnie bardziej łaskawy w niektórych sytuacjach. Chociaż z drugiej strony i tak myślę, że miałam dużo szczęścia, bo gdyby nie to, że … eeeeeeech. Mogłoby się to wszystko skończyć dużo gorzej. Straciłabym dużo więcej nerwów i wylałabym dużo więcej łez.

Wreszcie udało mi się nie zapomnieć o kolejnym odcinku serialu, który jako jeden z niewielu przypadł mi do gustu. Pewnie za tydzień znów zapomnę. I stwierdzam, że wolę patrzeć na Królikowskiego niż na Kasprzykowskiego, który jakoś w tej roli do gustu mi nie przypadł. Może z powodu zdradzania żony? 

Poza tym wszystkim mam wrażenie, że Blogfrog robi mnie w konia. Nie rozumiem tego całego frogranku. Dlaczego jak tylko podskoczy ocena bloga, to za parę chwil spada? Znów skacze o jedno oczko i zaraz znów spada. Zupełnie nie wiem po co się tam pchałam. Chyba znów mnie statystyki opętały. Powinnam się z tego wypisać. Dla własnego spokoju. W zasadzie nawet nie wiem po co mi ten Blogfrog. Pozbyć się go? Zostawić? Olać i nie sprawdzać może? Chyba tak zrobię. Przestanę się przejmować. Tak sobie patrzę i patrzę na te wszystkie reklamy i chciałabym tak jak Ci ludzie z nich cieszyć się, że jakiś szampon daje moim włosom witaminy, a jakaś pasta natychmiast wybiela moje zęby. Niestety nie umiem tak. Szampon mimo witamin, może spowodować u mnie uczulenie, łupież albo przetłuszczanie się włosów, a pasta może spowodować stan zapalny dziąseł (który może zwalczyć inna pasta :D). Nie pamiętam już czy kiedykolwiek wstałam rano i po prostu ucieszyłam się dniem. A gdyby tak zrobić to jutro? Wstać z łóżka i bez względu na pogodę, samopoczucie i wszystkie inne czynniki, ucieszyć się z życia.. Aaaaaa nie. Jutro się nie uda. Jutro jest przecież poniedziałek… Ucieszę się we wtorek 😉 Dobrej nocy i udanego początku tygodnia. 

Moje wszystko

Wiosna, ach to ty..

Dzisiaj rano przywitało nas piękne słońce 🙂 Pomyślałam, że wyszło specjalnie na nasz wiosenny rajd. Sprężyliśmy się i o umówionej porze byliśmy pod szkołą. Duży był zadowolony, bo jego najlepszy kolega też zdecydował się jechać. To nic, że trochę spóźniliśmy się na autobus. Przyjechał następny. Dotarliśmy do lasu po 45 minutach podróży. I rozpoczęła się nasza wiosenna przygoda 🙂 Szliśmy szlakiem wyznaczonym przez czerwone listki, przypięte do gałęzi. W lesie miejscami jeszcze widać zimę. Ale mimo wszystko było cudnie. Słońce przeświecało przez gałęzie, ogrzewając noski małych zuchów. Oglądaliśmy huby. Nic to, że dzieci dały mi porządnie w kość. Jednak cieszę się, że mam tylko dwoje.. Zuchy robiły kwiatki z gazet dla Pani Wiosny. Jeden chłopiec uparcie oglądał zdjęcie półnagiej kobiety i podtykał je kolegom pod nos, chichocząc dziwnie. Ten sam chłopiec wykazywał nadzwyczajną ruchliwość i agresywność nawet w stosunku do dziewczynek, które wcale nie pozostawały mu dłużne. Swoją drogą ciekawe, jak bardzo „wyszczekane” potrafią być 8 letnie dziewczynki.. I jak tu nie oceniać rodziców po zachowaniu dzieci? Poza tym dzieciaki mają niesamowite pomysły i skojarzenia (kosz na śmieci – kołyska dla dziecka – narodziny Jezusa O.o). Generalnie rajd uważam za bardzo udany. Na koniec Duży i jeszcze jedna dziewczynka z jego Gromady Zuchowej, stali się prawdziwymi zuchami. Złożyli obietnicę, że będą dobrymi zuchami i zostali obdarowani nowiutkimi znaczkami 🙂 

I tak właśnie minął nam pierwszy dzień wiosny 🙂

Moje wszystko

Jedziemy!

Jedziemy! Jedziemy z Dużym na rajd! Byliśmy dzisiaj u lekarza na kontroli i wszystko jest w porządku 🙂 Aż sama jestem zdziwiona, że choroba się nie rozwinęła, ale narzekać na to nie będę. Być może spowodowane jest to porą wczesnowiosenną. W zeszłym roku o tej właśnie porze wszelkie choróbska Małego i Dużego poszły sobie precz, chociaż wcześniej chorowali ciurkiem od października. Wlazłam dzisiaj na stołek i zajrzałam do najwyższej szafki w poszukiwaniu termosu. Znalazłam nawet trzy. Nie wiedziałam, że posiadamy aż tyle.Rano czeka mnie tylko szybka wyprawa do sklepu po pieczywo i ziemniaki na obiad. Kotlety zrobiłam już dzisiaj. O godzinie 8.50 ruszamy z Dużym pożegnać zimę i zdobyć prawdziwą odznakę zuchową 🙂 Specjalnie w tym celu musimy założyć mundur. Mam nadzieję, że nie będzie bardzo zimno. W lesie na pewno będzie przyjemniej. Duży nigdy nie widział Marzanny i wciąż mnie pyta jak się ją topi. I co zrobimy, jeśli na wodzie będzie lód. A ja cieszę się niesamowicie, bo z rozrzewnieniem wspominam swoje wypady harcerskie i zuchowe. Z przyjemnością popatrzę jak to wygląda teraz 🙂 I będę się cieszyła z Dużym wszystkimi wrażeniami.

Przywlokłam dzisiaj ze sklepu potężny ładunek zakupów. W dwóch ratach. Pierwsza zawierała głównie puszki kocie. Muszę pomóc Dziewczynie, która zajmuje się kotami, w tym Łatkiem. Ona płaci za wszystko sama. Czasem ktoś coś przekaże charytatywnie, ale przecież skoro zdecydowaliśmy się na konkretnego kota, to wypadałoby chociaż do jego utrzymania się dołożyć. Już niedługo.. Jestem cierpliwa, jestem cierpliwa, jestem cierpliwa…

Moje wszystko

Ćwiczenia na cierpliwość

Z natury jestem osobą bardzo niecierpliwą. Nie znoszę czekać, nie nawidzę się spóźniać i wszelkie sprawy załatwiam od ręki. To czego się nie da od ręki, spędza mi sen z powiek. Kiedy coś mi się nie udaje, robię się nerwowa i krzyczę na wszystkich 😉 Tym razem dobija mnie czekanie na kota. Nigdy nie przypuszczałabym, że znalezienie sobie zwierzątka domowego jest takie trudne. Jest przecież tyle kotków proszących o dom, a my ciągle nie mamy swojego. I wygląda na to, że jeszcze conajmniej ze dwa tygodnie mieć nie będziemy. Ale za to… albo nie. Nie będę o tym pisała, bo znów nic z tego nie będzie. Nie wiem jak wytrzymam całe to czekanie. Naprawdę. Widocznie ktoś tam na górze wymyślił, że muszę poćwiczyć cierpliwość. Gdybym tylko wiedziała, że wszystko ułoży się po mojej myśli, to byłabym spokojniejsza, ale niestety nie wiem tego. Więc do niecierpliwości dochodzi jeszcze niepewność. A to już mieszanka wybuchowa.. Aaaa no i do tego wszystkiego dochodzi jeszcze marudzenie i jęczenie moich chłopców, co dodatkowo potęguje moją niecierpliwość. Wychodzi zatem, że w najbliższych dniach zamienię się w chodzącą bombę zegarową. Na dodatek wielkimi krokami zbliża się dzień moich urodzin. Wcale mi się nie chce być znowu o rok starszą.

Duży czuje się lepiej i rośnie prawdopodobieństwo uczestniczenia w rajdzie. Baterie do aparatu kupiłam. Jutro mamy kontrolę u lekarza i zobaczymy co będzie. Chyba jednak będę musiała zadzwonić do druhny drużynowej i zapytać czy rajd nie jest odwołany, bo pogoda ostatnio szaleje. Dzisiaj znów pada śnieg.. Duży odrobił zaległe lekcje z języka polskiego. Jutro przyjedzie koleżanka na korepetycje, to odrobi matematykę 🙂 Dobrze, że w tej sferze chociaż jakoś pomału wychodzimy na prostą, chociaż spodziewałam się zawirowań, wysokiej temperatury, kaszlu, gilów itp. I sporych zaległości. Żeby tylko wiosna zechciała już przyjść. Przecież w sobotę mamy 21 marca. Wypadałoby zimie trochę ustąpić i chociaż już śniegiem nie sypać. I święta już niedaleko. A za trzy miesiące wakacje :)) I może jednak uda nam się ten remont w łazience zrobić? 😉

Moje wszystko

Leniwie

Duży ma się lepiej. Gardło podobno już nie boli. Obaj z Małym szaleją, pozbawiając mnie możliwości przymknięcia chociażby jednego oka na parę minut, bo pogoda sprawia, że czuję się jakby ktoś przyłożył mi młotkiem. Zamroczona i niezdolna do jakichkolwiek działań. A dzisiaj środa – dzień fitnessu. Moje ćwiczenia na stepie ograniczą się chyba do patrzenia jak robią to inni 😉 Nie napiłam się kawy, jak to czyniłam w ostatnich dniach, bo wprawdzie senność odlatywała, ale przybywały zawroty głowy i ogólne odrętwienie. Chyba wolę już siedzieć i przytrzymywać sobie powieki palcami. Od rana myślę o zaległościach jakie Duży będzie miał do nadrobienia w szkole. Te zaległości z kolei przypomniały mi moje własne szkolne czasy i różne etapy zdobywania wiedzy. Także ten, kiedy niektórzy z moich kolegów z uporem maniaka stopniowali przymiotnik "chory" w sposób: chory, chorszy, najchorszy.. Ostatnio wpadłam w jakieś odrętwienie. Nie chce mi się nawet komentować wpisów na moich ulubionych blogach, nie mówiąc już o czytaniu… Narobię sobie zalełości ;( Myślę ciągle o lecie i o świętym spokoju. I o kocie. Jutro czwartek, Łatek ma wizytę u weterynarza, po której będziemy wiedzieli czy będzie NASZ. Chyba myślę o tym tak często dlatego, że chłopcy wciąż o tym mowią. Jeśli okaże się, że z jakichś powodów Łatek do nas nie przyjedzie, będzie wycie i rozczarowanie. A tego bym nie chciała.. Ja sama już nie mogę się doczekać. Chciałabym już potrzymać na kolankach mruczący i miluśki kłębuszek 🙂 Póki co oglądamy z chłopcami zdjęcia kotków w internecie. Przy okazji odkryłam w sobie upodobanie do kotów bengalskich 😀 I już wiem, że jeśli kiedykolwiek będę miała większe pieniądze na zbyciu, to kupię sobie takiego małego rysia, albo tygrysia 😉 

Zasiedziałam się do tego stopnia, że nie zauważyłam jak Mały porwał z kuchni kajzerkę, którą przeznaczyłam do ususzenia do mielonych. Chyba mu smakuje, bo zjadł już połowę 😉 Zawsze mówię, że Mały ma dziwne upodobania kulinarne.. Aaaaa niech je, skoro mu smakuje 🙂 Za to ja jutro kulinarnie leniuchuję. Będzie barszcz biały. Gotowy 😉 Pewna firma, w której pracuje moja koleżanka robi bardzo dobry. Nawet mojemu teściowi smakuje 😀 I wreszcie US też mam już z głowy, dzięki pomocy mojej innej fantastycznej koleżanki 🙂 Dziękuję kochana jeszcze raz!

Wczoraj dostałam od mojego dobrego kolegi zdjęcie USG jego nienarodzonego jeszcze dzieciaczka 🙂 To duże przeżycie dla niego, bo to pierwsze dziecko i pierwsze USG. Cieszę się ogromnie razem z nim 🙂 I już czekam kiedy maluszek pojawi się na świecie 🙂 Mam nadzieję, że to będzie chłopiec. Zniknie problem nagromadzonych maleńkich chłopięcych ubranek, powciskanych w różne zakamarki w naszych szafach 😉 Również wczoraj odebrałam z apteki moją cudowną nową patelnię, na której M od razu odgrzał sobie kotlety na obiad. Patelnia zatem została "ochrzczona", sprawiła się świetnie i stała się przedmiotem kultu w naszej kuchni. Dopóki nie zedrze się pierwsza warstwa teflonu :D…

P.S. Wielkie odliczanie:  14.

Moje wszystko

Czekam

Duży bierze leki, ale gardło czerwone jak nie wiem ma ;( Dobrze, że nie gorączkuje i nawet nieźle je. Mały kicha. Mam nadzieję, że nie dostanie kataru, bo będzie źle.. Poza tym wciąż pytają o kota. Ja sama już nie mogę się doczekać. Dokształcam się czytając forum na miau.pl. Żeby ten czwartek zechciał prędzej nadejść.. Pogoda do bani. Rano padał śnieg, później deszcz, a teraz świeci słońce. Głowa mnie bolała, później zaczęła boleć Dużego. Teść odebrał w aptece lekarstwo Dużego i dostarczył mi do domu, informując przy okazji, że mogę już odebrać patelnię. Wyraził również zdziwienie, że teraz patelnie w aptece się kupuje.. A ja ją za punkty z "Dbam o zdrowie" zamówiłam 😀 Akurat dobrze się złożyło, bo nasza patelnia odmówiła posłuszeństwa. Złośliwie pozbyła się powłoki teflonowej, przez co zaczęła przypalać nawet wodę.. A tak będzie nowa patelnia i w związku z tym jakieś 180 zł w kieszeni 🙂 Jutro środa. Gdyby Duży był zdrowy, to już bym się denerwowała, że czeka mnie dzień w biegu. A tak na spokojnie sobie pójdę tylko do sklepu 🙂 Żeby tylko Duży nie dostał temperatury. 

Schyliłam się dzisiaj tak niefortunnie, że zablokował mi się kark ;( Boli przy każdym ruchu. Na szczęście nie schyliłam się do końca, więc jest szansa, że jutro odzyskam pełną sprawność ruchową w zakresie kręcenia głową we wszystkie strony, co jest mi niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w domu przy dwójce dzieci. Wieczorem mam zajęcia w klubie, a w czwartek rano nasz potencjalny kotek jedzie na wizytę do weterynarza i wszystko stanie się jasne. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że znów nam coś na drodze stanie 😦 Czytam na tym "miau" różne wątki, i włosy na głowie mi się jeżą, ile okrucieństwa na świecie jest. Ile ludzi wyrzuca zwierzęta nie bacząc na mróz i śnieg. Czytam też dużo wątków informacyjnych. Ludzie opisują swoje życie z futrzastymi przyjaciółmi. Ja do tej pory miewałam tylko psy. Teraz czas na odmianę 😉 Czekam 🙂

P.S. Wielkie odliczanie: 15