Mały jest chory. Znowu. M zaraził się ode mnie a Mały od niego. Duży mówi, że go boli gardło. Kot zagilany od nowa. Co za cholerne życie. Musiałam porządnie narozrabiać jednak w poprzednim życiu, skoro w tym ciągle coś mi się przytrafia. Czy ja już naprawdę nie mogę jednego miesiąca bez chorób przeżyć? Bez wydatków nadprogramowych? Nie wiem już co robić. Nic nie działa. Leki działają na krótko. Owoce i warzywa nie działają wcale. Mam już dosyć wszystkiego. Nie chce mi się już latać po lekarzach. Nie chce mi się już martwić jak związać koniec z końcem. Nie chce mi się wymyślać jak zrobić, żebym mogła iśc do pracy.. Jestem ciągle sama. Zdana na siebie. Kiedy byłam mała wychowywali mnie dziadkowie, bo rodzice pracowali oboje. Zawsze powtarzałam, że ja swoje dzieci będę wychowywać sama. A teraz chciałabym, żeby ktoś mi od czasu do czasu pomógł.. Żeby ktoś się nimi zajął. Żebym mogła wrócić do pracy. Jest ciężko. Cholera, JEST CIĘŻKO! Co zrobię jutro? Jak zaprowadzę Dużego do szkoły? W środę mamy wizytę u pulmonologa. Ale środa jest dopiero pojutrze. Jutro może się dużo wydarzyć. Boję się iść spać. I wogóle nie chce mi się spać. I nie chce mi się nic. No nie, przepraszam.. Chce mi się wyć..
Autor: drgonefly
Yyyy…y
Nie piszę. Nie o to chodzi, że nic się nie dzieje. Po prostu nie umiem o tym napisać. Straciłam wenę, albo mi się bardzo nie chce. I na dodatek jestem chora. Gile do pasa, i ból w węzłach podmigdałkowych skutecznie psują mi chęć do czegokolwiek. Chociaż dzisiaj jest nieporównywalnie lepiej już, to i tak mi się nie chce, nie umiem, nie mogę… Z Małym byłam u lekarza na kontroli dwukrotnie, bo dzień po skończeniu antybiotyku zakomunikował, że boli go „gardziełko”. Pediatra zbadała, powiedziała, ze nic nie widzi, Mały popatrzył na mnie i odrzekł: „mamusiu ja tylko żartowałem…”. Fajnie, ale prima aprylis to już było. Duży na szczęście nie narzeka na bóle. Za miesiąc komunia. Modlitwy wszystkie już pozaliczane, więc w tym temacie panuje luz. W niedzielę odnowienie chrztu, więc na mszę musimy zabrać świecę. Żebym tylko nie zapomniała…
Wczoraj rozmawiałam z moją Babcią. Wyglądało to mniej więcej tak:
Ja: Babciu zaczynam dietę, bo mi dupa urosła i nie mieszczę się w ciuchy.
Babcia: A mi wprost przeciwnie. Dupa schudła i wszystko na mnie wisi.
Ja: Babciu, to może powinnyśmy zamienić się ubraniami?
Babcia: Dupami raczej, tylko nie wiem co na to twój M…
Rozwaliła mnie 😀 Dodam, że Babcia ma 83 lata.
Kot czuje się u nas coraz bardziej zadomowiony. Kocha M. Do tego stopnia, że dwa razy zaznaczył już jego ciuchy. Chodzę za nim i pilnuję, żeby więcej tego nie zrobił. Wczoraj rano musialam interweniować, bo przykucnął w następnym miejscu. Złapałam za fraki i zaniosłam do kuwety. Swoją drogą nie myślałam, że całą drogę z miejsca złapania do sikalni będzie siusiał… Miałam nadprogramowe mycie podłóg. A tam. Przeżyję 🙂 A kocio jest słodki i kochany.
Dobrej nocy.
I bardzo dobrze.
I po Świętach. I bardzo dobrze. Wprawdzie lubię kiedy wszyscy jesteśmy w domu, ale nie lubię tej lataniny, sprzątania i obłędu sklepowego. W piątek stałam godzinami w kolejkach po chleb, masło i białą kiełbasę. Ludzie robili zapasy jakby w poniedziałek miał nastąpić koniec świata. Dzisiaj większość sklepów zamknięta, chociaż jest zwykły dzień. Ale i tak pewnie wszyscy mają w lodówkach jeszcze pełno jedzenia, więc sprzedający mogą jeszcze jeden dzień laby sobie zrobić.
Jestem chora. Mam gile do pasa i boli mnie gardło. Za to z Małym jest dużo lepiej. Antybiotyk jednak podałam, bo poprawy nie było żadnej. Dzisiaj byliśmy na kontroli u pani doktor pediatry i w oskrzelach jest ślicznie i czyściutko 🙂 Jedne inhalacje można odstawić z czystym sumieniem. Drugie wybierzemy do końca, żeby jakieś cholerstwo nie zechciało do nas wrócić na przykład. Postanowiłam, że od dzisiaj przechodzę na dietę. Niestety zjadłam już kawał rolady makowej, którą dostaliśmy od teściów, bo przecież oni sami tego wszystkiego nie zjedzą… My też nie zjemy. Sami.. Tym bardziej, że dzieci nie chcą a M poszedł do pracy już. No i leży ta rolada. I woła mnie: "zobacz jaka dobra jestem, spróbuj chociaż kawałeczek.." No to spróbowałam. A później jeszcze raz. I jeszcze… ;( A na zdjęciach widać, że nie jestem już taka szczuplutka 😦 No dobra, zrobię tak: poczekam jak już wszystko zniknie. Wszystkie rolady, czekoladki, kiełbaski i wtedy przejdę na dietę. Powieszę na drzwiach komunikat, że "z ciastami wszelkiego rodzaju i słodyczami wstęp wzbroniony". Przecież lato idzie.. Nie mogę w lecie chodzić w kurtce, żeby nie było widać, że mi się wylewa brzuch ze spodni, a na tyłku wszystko się opina. Przez chwilę nawet miałam chęć na papieroska, ale szybko się opamiętałam. Papierosy są be. Nie palić. NIE PALIĆ! No to nie palę. Ale za to jem ;(
Zakupiliśmy już prezent komunijny dla Dużego od mojej mamy. Playstation 3. Teściowie też już mają z głowy. Piękny czerwony, "dorosły" rower stoi na naszym balkonie i czeka na pierwszą jazdę 🙂 Z tego nawet ja się cieszę, bo nie ukrywam, że mam nadzieję że synuś czasem pozwoli matce tyłek rowerem przewieźć 😛 Co oczywiście dobrze zrobi na kondycję wyżej wymienionej 😉 Playstation też się przyda. Szczególnie, że niedługo będzie premiera The Sims 3 na PS 3 😛 Kilka lat temu uwielbiałam Simsy. Duży też. Teraz postanowiliśmy, że sobie kupimy i będziemy grać. I niedługo będą wakacje. Jeszcze dwa miesiące. Już tak niedaleko. Całkiem bliziutko.. I jak dobrze pójdzie, będę miała piękną nową łazienkę. I pozałatwiam wszystkich zaległych lekarzy… To dopiero będą wakacje! 😀
Nawet Mru się cieszy 😉
Mrrrr
Bry wieczór. Jestem w Nowym Domku już pięć dni. Codziennie uczę się czegoś nowego i poznaję jakiś nowy kącik.Całkiem niedawno moi Duzi dostali pocztą takie szare, co ma budkę na dole, rury ze sznurkiem i dwie półeczki. Niestety nie wiem jeszcze za bardzo do czego to wszystko służy. Duża ma smutną minę, kiedy widzi nitki wyciągnięte z wykładziny i stawia mnie wtedy przy tym szarym. Może to ma coś wspólnego z moimi pazurkami? Dzisiaj Duża poszła do sklepu i kupiła mi całe mnóstwo pyszności. Już załapała, że lubię rybki i owoce morza. Mówi na mnie ARYSTOKRATA. A Duży tylko łyka ślinkę, bo on też lubi owoce morza, ale nie w takiej postaci jak ja. Duży jest fajny. Uwielbiam na niego włazić i często razem śpimy. Nawet kiedy Duży pracuje na komputerze, to włażę mu na kolana i muszę się poprzytulać. Duża nie ma tyle czasu i ciągle gdzieś lata. Dzisiaj naprzynosiła oprócz mojego jedzonka, mnóstwo innych rzeczy i aż musiałem wejść do torby, żeby wszystko dokładnie obejrzeć. Później gotowaliśmy razem zupę i wcale nie rozumiem dlaczego Duża się śmiała, kiedy próbowałem zapolować na mięsko utopione w wodzie w garnku. Później Duża przykryła garnek i już nic nie mogłem zrobić 😦 Duzi Młodsi łażą za mną ciągle. Duży Najmłodszy wymyśla dla mnie różne zabawy i ciągle mnie woła, żebym się z nim bawił. Muszę się chować przed nim do budki. Wieczorem za to odważyłem się wejść na szare trochę wyżej. Duży wymyślił sposób jak pokazać mi do czego służy rura. Bawiliśmy się myszką na wędce i Duży potrząsał nią nad najwyższą półką szarego, a ja oparłem się o nią łapkami i zacząłem drapać! Duża bardzo się cieszyła i powiedziała, że ma nadzieję, że do jutra nie zapomnę co się z tym robi. Ja też mam taką nadzieję. Tymczasem czas na mnie bo jestem już baaardzo zmęczony.
Dobranoc, mrrrrrrrr…
:)
Żyję jak na wariackich papierach. Nie mam czasu napisać, nie mam czasu porozmawiać ze znajomymi, nie mam czasu na nic. M wziął tydzień urlopu. Zaplanowałam sobie prawie każdy dzień, ale niestety dzisiaj musiał iść do pracy na kilka godzin i zdezorganizowało mi to cały tydzień. Jutro muszę wstać wcześnie rano i jechać postać sobie znowu pod poradnią ze dwie godzinki. Później mam kilka spraw do załatwiena z moją babcią i znów muszę jechać do poradni odbębnić wizytę. Mały jest chory. Ma zapalenie oskrzeli. Na razie jest leczony bez antybiotyku, ale wydaje mi się, że się bez niego nie obejdzie. W poniedziałek byliśmy u pulmonologa. Pani doktor napisała całą rozpiskę jak brać leki, tylko zapomniała wypisać recept.. Dobrze, że większość leków miałam w domu. Nie mam tylko klemastyny. Mały dostaje inhalacje, które powinny mu pomóc pozbyć się wydzieliny z oskrzeli i dlatego kaszle okropnie. Nie wiem czy jest jakaś poprawa, bo jestem za bardzo przejęta całą tą chorobą… Zabezpieczyliśmy balkon. Osiatkowany jest bardzo dokładnie i teraz Mru może wyłazić sobie na powietrze kiedy chce bez ryzyka, że wypadnie. Przy okazji jestem też spokojniejsza o Małego. No i pozbyłam się problemu gołębi. Tyle korzyści na raz 😀 W zeszłym tygodniu kupiłam na Allegro drapak. Doszedł nareszcie dzisiaj. Mieliśmy mały problem ze złożeniem go, ale wkońcu się udało i okazało się, że jest większy niż się spodziewałam. Na dodatek w innym kolorze niż chciałam, ale nie składam reklamacji, bo w sumie jestem zadowolona. Mru wlazł już do budki i chyba mu się podobało. Może się tam schować przed chłopakami, kiedy już dadzą mu naprawdę w kość 😉 Dostałam dzisiaj sms z poradni, do której jeżdżę z Dużym w środy, że jutrzejsze zajęcia odwołane. Dla mnie to lepiej, bo przynajmniej nie będę leciała z jęzorem wywieszonym do pasa. Najgorsze to wstawanie.. Na czwórce puścili jeden z moich ulubionych filmów. Idę pooglądać, chociaż powinnam już spać, ale na mur beton nie zasnę o tej godzinie..
To ja
Dobry wieczór, nazywam się Mru. Przyjechałem z Boguszyc, gdzie mieszkałem wraz z wieloma innymi kotami i psami w przytulisku u pewnej malarki. Było ciężko. Warunki były nienajlepsze. Aż w końcu grupa Dużych zorganizowała akcję i wyciągnęła większość z nas z tego miejsca. Wszyscy trafiliśmy do domów tymczasowych i dopiero wtedy poznaliśmy co to znaczy prawdziwa opieka, pełna miska i troska o nas. Na początku kiedy dostałem jedzonko, rozbolał mnie brzuszek i bardzo brudziłem, więc Duża Tymczasowa zabrała mnie do lekarza. Tam okazało się, że jedzonko jest dla mnie za dobre, bo mój brzuszek jest przyzwyczajony do jedzenia zupełnie nie dla kotków. Duża Tymczasowa zrobiła wszystko, żebym się przyzwyczaił i teraz jem tylko to, co jest dla mnie dobre. Zostałem też odpchlony i zaszczepiony. Dostałem kataru, więc Duża Tymczasowa dawała mi lekarstwa, żebym szybko wyzdrowiał. Podczas jednej z wizyt u lekarza, zostałem okradziony z największego skarbu faceta. Wcale mi sę to nie podobało i w drodze do gabinetu nasiusiałem Dużej Tymczasowej na fotel w samochodzie i zostawiłem jej pamiątkę w postaci nieziemskiego smrodu prawdziwego dojrzałego kocura. Teraz już tak nie robię. Duża Tymczasowa, jak jeszcze byłem u niej, wysłała moje zdjęcie do jednej takiej, która czeka na mojego kumpla Łatka. I jak ona zobaczyła to zdjęcie, to się zakochała i napisała do Dużej Tymczasowej, że chce mnie zabrać razem z Łatkiem. Duża Tymczasowa bardzo starała się mnie doprowadzić do porządku, żebym jak najszybciej mógł pojechać do mojego nowego domu, ale po tym zabiegu, podczas którego ukradli mi nabiał, dostałem zapalenie oskrzeli i znów wszystko się pokręciło. Na moje szczęście w międzyczasie do pracy wróciła taka jedna Duża w kitlu, co to Duża Tymczasowa u niej wszystkie swoje zwierzątka leczy, więc szybko do niej pojechaliśmy. Duża w kitlu dała mi dużo zastrzyków i polała mi kark jakimś świństwem, które podobno jest bardzo potrzebne, bo zabija robaki i dzięki niej od wczoraj jestem w swoim nowym domu. Mam dwoje całkiem swoim Dużych Dużych i dwóch Dużych Małych. I wszyscy oni ciągle za mną łażą i piszczą nade mną jak nad małym dzieckiem a ja zupełnie nie rozumiem dlaczego. Kiedy do nich wczoraj przyjechałem, to ładnie się zaprezentowałem, bo bardzo chciałem mieć już swój domek. Wszystkich uściskałem i pocałowałem i Duża Duża powiedziała, że jestem przepiękny i że już mnie kocha, więc zostałem z nimi. W nocy pozwolili mi spać z nimi, co nie było wcale takie proste. Do łóżka Dużych Dużych przyszedł jeszcze Duży Młodszy no i byłem tam jeszcze ja, więc razem było nas czworo. Zrobiło się ciasno i nie mogłem się poprzytulać do Dużej tyle ile bym chciał. Na dodatek okropnie zgłodniałem i mówiłem o tym Dużej, ale ona wcale nie rozumiała, chociaż naprawdę mówiłem dużo i wyraźnie. Dopiero kiedy wlazłem na blat kuchenny i zacząłem dobierać się do torebki z pieczywem, Duża załapała o co chodzi i dała mi pyszne mięsko. Zjadłem ze smakiem i pobiegłem zajrzeć co robi Duży Starszy. On się mnie przestraszył i wołał ciągle Dużą, żeby przyszła i oglądała jak ja tam śpię, co mi się wydawało dziwne, bo przecież śpię jak każdy normalny kot. To znaczy na grzbiecie. Duża nie spała przez to z pół nocy i było mi jej już szkoda, że tak łazi i łazi za mną, to wreszcie położyłem się i zasnąłem. I ona wtedy też mogła spać. Nie spała jedna zbyt długo, bo jedno małe pudełko czarne zaczęło bardzo hałasować i Duża musiała wstać. Nacisnęła jakiś guzik, przytknęła sobie pudełko do ucha i zaczęła mówić. Myślałem, że to do mnie i bardzo się zdziwiłem, kiedy chciałem się wspiąć na jej kolana i pogadać do niej a ona powiedziała, żebym był cicho, bo ona nic nie słyszy. Nie wiem co miała słyszeć, bo wszędzie panowała cisza, tylko w tym pudełku coś brzęczało. Na pewno ta mucha, która wieczorem latała koło mnie tam wpadła i hałasowała. Duża odłożyła wreszcie pudełko i poszła do kuchni robić jedzenie dla innych Dużych. Poszedłem za nią i bardzo chciałem, żeby dała mi spróbować kiełbaski i masełka, ale ona znów nie skumała o co mi chodzi, tylko pogłaskała mnie po łebku i zajęła się swoimi sprawami. Miałem w miseczce jakieś chrupki z dziurką, które jadłem wczoraj na kolację, ale one mi nie smakowały, więc na nie nakichałem. Duża nasypała mi innych, które stanowczo są lepsze i teraz będę jadł tylko takie. Później Duża poszła gdzieś z Dużym Starszym. Ja zostałem z Dużym Młodszym i z Dużym Dużym. Duży Młodszy poszedł spać, bo jest chory a ja chciałem się poprzytulać, więc wlazłem Dużemu Dużemu na kolana i zasłoniłem mu tyłkiem monitor, bo inaczej nie chciał wcale się ze mną bawić. I wreszcie skorzystałem też z kuwety, bo widziałem, że Duża bardzo się denerwowała i wciąż tam zaglądała i była smutna, że nic tam nie ma. To chciałem jej humor poprawić i zrobiłem duuuużą niespodziankę 😛 A teraz pora na mruczankę na dobranoc dla moich Dużych, bo oni zaraz zmykają spać. Cieszę się, że do nich przyjechałem. Dobranoc i do następnego razu 🙂
P.S. Dostałem też drugie, trzecie i czwarte imię i teraz nazywam się Mru Ryszard Ursus Całusek 😛 Duża mówi, że Ryszard jest przez to, że mam cętki jak ryś, Ursus bo mruczę nieustannie i przypominam jej traktorek a Całuska wymyślił Duży Duży, bo uwielbiam wszystkich całować 😉
Nowy
No to doczekaliśmy się 🙂 Dzisiaj około godziny 18 zawitał do nas… nowy. 😀 Nie chciałam o tym pisać, żeby nie zapeszyć. W trakcie oczekiwania na wiadomości o Łatku, dostałam wiadomość ze zdjęciem innego kotka. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zastanawialiśmy się całe 10 minut, zanim postanowiliśmy, że i ten kotek zamieszka z nami. No i właśnie dzisiaj przyjechał! Jak tylko wyszedł z transportera, od razu obejrzał najbliższe otoczenie. Wcale się nie schował, nie uciekł, ani nie hyhał jak to miał w zwyczaju Ramzes. Obejrzał nas wszystkich po kolei. Po kolei nas wycałował, wyprzytulał i od każdego z nad domagał się atencji i mizianek. Pobawił się piłeczką i myszką ze sznurka. Zapolował na piórka. Zwiedził część mieszkania. Wszystko to z przerwami na dopominanie się o głaskanie, mizianie i przytulanie. Wciąż „barankuje” główką i całuje wszystkich :)) Kot idealny 🙂 Mru! A za jakieś dwa tygodnie przybędzie i Łatek 😉
Happy birthday to… ME!!! :P
No i kolejny roczek wskoczył na plecki. Czuję, że coraz bardziej pochylam się do przodu pod jego ciężarem 😉 Wczoraj kładłam się spać bardzo niechętnie. Nie chciałam być znów o rok starsza. Jednakże dosyć szybko zasnęłam i o dziwo spałam bardzo dobrze, co ostatnio mi się nie zdarzało. Co najdziwniejsze pozostałe 3/4 rodziny też spało świetnie ( co im się ostatnio nie zdarzało oczywiście). Aura w dzisiejszym dniu zaskoczyła mnie bardzo miło. Słoneczko i ciepełko, czyli tak jak lubię 🙂 Być może i pogoda miała jakiś wpływ na super sen minionej nocy 🙂 A może to ta waleriana, którą wypiłam przed snem? Aaaa w sumie to nie jest ważne. Wyspałam się i było mi dobrze. Pierwsze życzenia otrzymałam od Dużego. W drodze do szkoły. Coś tam mu się przypomniało i wygłosił przemowę przy koszach do segregacji odpadów w momencie gdy wyrzucałam butelkę po napoju. Ale i tak było mi miło, że pamiętał. Albo, że raczej mu się przypomniało 😉 Mnóstwo osób napisało do mnie z życzeniami. Dziękuję wszystkim za pamięć i za fantastyczne życzenia. Smsy, komentarze na nk, maile wiadomości i opisy na gg. I dziękuję za nazwanie mnie Najlepszym Dowcipem Świata i życzenie mi nie kwaśnej minki w urodzinki 😀 Dla wszystkich, którzy pamiętali BIG HUG! Poza tym dzień dzisiejszy nie różnił się od innych. Odkurzałam. Uderzyłam się w głowę podczas "wykurzania" gratów moich dzieci spod biurka. Starłam kurze i powiesiłam pranie na balkonie. Uwielbiam ten moment, kiedy pierwszy raz w roku wieszam na balkonie pranie. Wtedy wiem, że wiosna na pewno już przyszła 🙂 I mimo tego, że rano na trawie leżał szron, to ochoczo schowałam grube ciuchy do szafy i wyciągnęłam lżejsze. Przyprowadziłam Dużego ze szkoły, nakarmiłam obu chłopaków obiadem, oraz moją babcię ciastem, po czym odprowadziłam Dużego na angielski. Od 20 kwietnia będę miała lepsze środy, bo zamieniłam dni. Od wtedy to Duży będzie chodził na angielski w poniedziałki zaraz po szkole. Po angielskim udaliśmy się na co tygodniowe zajęcia w poradni. Przy okazji wsiadania do tramwaju uderzyłam się w kolano. Bolało wtedy i nadal boli jak cholera, ale przeżyję. Aaaaa w międzyczasie poszłam też na pobranie krwi, dzięki czemu dzisiaj na zajęciach stepu kilka osób patrzyło podejrzliwie na ślad po ukłuciu.. W poradni pogadałam trochę z kobitkami o pierdołach i nie pierdołach, dzięki czemu czas zleciał w miarę szybko. Na stepie było sporo nowych osób, na szczęście stały za mną i dlatego nie myliłam kroków. Nie wiem dlaczego, ale jak nowa osoba staje w zasięgu mojego wzroku, to zawsze robię na tym stepie nie to co powinnam, tylko to co robi taka nowa osoba 😀 Po zajęciach w ramach prezentu urodzinowego otrzymałam herbatę "liczi" gratis, za co bardzo dziękuję, bo herbata po zajęciach musi być. I ploty. Była też degustacja nowego milkszejka na odchudzanie. Wypiłam, ale nie schudłam, więc to chyba jakaś lipa 😉 Jutro Duży nie idzie do szkoły, bo jest egzamin klas 6 i w szkole musi być spokój. Dla mnie to jeszcze lepiej, bo nie muszę wstawać wcześniej. W sumie do świąt Duży idzie do szkoły jeszcze tylko 3 razy. Środa jest dniem ostatnim, ale w poniedziałek jedziemy do znienawidzonej przychodni pulmonologicznej, więc Duży ma labę. Pozostaje piątek, wtorek i środa. A jutro mam spotkanie z pedagogiem i zastanawiam się czy będę musiała chłopaków ciągnąć ze sobą, czy M zdąży wrócić z pracy, żeby się nimi zająć (żebytylkowrócił, żebytylkowrócił, żebytylkowrócił…). Całe szczęście, że dzisiaj jedyne co jeszcze zrobię to opublikuję tę notkę i położę się do swojego bardzo niewygodnego łózka z beznadziejną deską ustawioną pod kątem pod głową, przez którą boli mnie cała szyja i kręgosłup, ale za to w fantastycznie miękkiej pościeli. Żebym tylko jeszcze wreszcie poczuła się lepiej… Dobranoc. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie cudowne życzenia :))
Nie chce mi się
Nie chce mi się nic. Nie chce mi się pisać. Dobranoc.
P.S. Miał być Simon’s cat odsłona kolejna, ale nie chce działać, mimo, że na tubie działa. Nie to nie. O.
P.S2. Wielkie odliczanie: 1.
Śpimy krócej!
Grzebałam dzisiaj w swoich ulubionych i napotkałam ten oto zapomniany przeze mnie, ale jednakże mocno uwielbiany filmik:
Czy mój kot też taki będzie? 😀
Dzisiaj przestawiamy zegarki. Wiem, że będziemy spać krócej, ale wcale mi to nie przeszkadza. Wcale! Będzie dłużej widno. Uwielbiam ten dzień zaraz po zmianie czasu. Dopiero wtedy czuję prawdziwą wiosnę 🙂 Mniejsza z tym, że zaraz później robię się starsza o rok.. Ważne, że będzie wiiiidnooooo!!
Syn mój starszy był dzisiaj jednym z gości na urodzinach kolegi 🙂 Przy tej okazji zyskałam dwie nowe koleżanki. Tak to jest kiedy rodzice spotykają się na neutralnym gruncie. Przy okazji muszę zapamiętać, że zebranie wszystkich dzieci i zmuszenie ich do pożegnania jest o wiele trudniejsze niż myślałam. I trwa o wiele dłużej niż powinno 😀 My rodzice tychże właśnie dzieci, ustaliliśmy zatem, że przy następnych okazjach urodzinowych, zaczniemy dzieci zbierać i namawiać do pożegnań jakąś godzinę przed wyjściem. Poza tym należy pamiętać o konieczności zabierania ze sobą na tego typu imprezy odzieży na zmianę, bo dzieci po wspólnej zabawie wręcz pływają we własnym pocie. Wobec powyższego natychmiastowe wyjście z danej imprezy jest niemożliwe, przez co całość przeciąga się o jakieś następne pół godziny. Ponadto należy dzieci uprzedzić odpowiednio wcześnie o konieczności pomocy przy sprzątaniu porozwalanych zabawek i ogromnego pudła Elektronika, bo takie sprzątanie zajmuje dużo czasu 😉 I wreszcie pamiętać również należy, aby poważne rozmowy z innymi rodzicami rozpoczynać tuż po spotkaniu, bo później to dzieci czekają, aż szanowni "poganiacze" wreszcie zakończą konwersację i zabiorą padnięte i mokre dziatki do domów na zasłużony spoczynek. I rodzic też jest już zmęczony i podąża za szelestem pościeli. A jutro wstanie duuużo później niż zwykle. Conajmniej godzinę. Głównie z powodu zmiany czasu 😉