Duży - Zespół Aspergera

Amerykański Europejczyk ;)

Rozmawiamy o kontynentach i położeniu różnych panstw. Duży mówi: a Anglia jest oddzielnym kontynentem. Tłumaczę mu, że Wielka Brytania jest wyspą, ale leży na terenie Europy i nie jest oddzielnym kontynentem. Ale nie jest połączona z lądem! Tak jak Świnoujście! – upiera się Duży. Ale wciąż leży w Europie – mówię. Duży po chwili namysłu: a gdybym ja był Amerykaninem i leżał na terenie Europy, to byłbym Europejczykiem? Umarłam 😀

Moje wszystko

Różnie to bywa

Różnie bywa u nas ostatnio. Duży pod wpływem leku jest jakby spokojniejszy, ale czasem wpada w złość. Wtedy robi się nieprzyjemny, albo po prostu stęka kilka godzin, tak jak dzisiaj, że nauczyciele tyyyyyle zadają, a nikt nie bierze pod uwagę tego, że on ma jeszcze inne lekcje do zrobienia. Nic to, że siedział w domu przez ponad dwa tygodnie i prace domowe, przysyłane przez nauczycielkę wspierającą, odwalaliśmy hurtem. Co najmniej cztery sprawdziany do zaliczenia. Z różnych przedmiotów. Do wtorku ma przeczytać „Opium w rosole”, książka ma stron 240, on skończył na 60. A jutro? Jutro idziemy do szkoły. Wczoraj dostałam od małżonka nowy telefon. Cieszę się bardzo, bo chociaż poprzedni nie jest stary i bardzo go lubię, to jednak pisząc smsy, miałam kłopot w celowaniu w odpowiedni przycisk. Wychodziły mi różne różności, nie zawsze zrozumiałe dla odbiorcy. Teraz mam klawiaturę jak się patrzy! I wielki wyświetlacz. Stary telefon dałam Dużemu. Już od siódmej rano męczył mnie „mama, wyczyściłaś już go? A jak się włącza? A jak się pisze? A jak to? A jak tamto?” . Przed chwilą oznajmił, że ma dylemat, bo lubi swój stary telefon. Widziałam po minie co się święci. Podkówka i łzy w oczach. Karta została przeniesiona do starego modelu. Nadmierne przywiązanie do przedmiotów kiedyś go zgubi. Ale jest i sukces. Duży sam dziś usmażył jajecznicę. Rozbił jajka, wylał na patelnię, usmażył, zjadł i POZMYWAŁ! A to już nadmiar szczęścia dla mnie. Zdarzało mu się wcześniej robić sobie jedzenie, tosty czy kanapki. Zdarzało się, że zmywał sam z siebie. Ale nigdy nie wykonywał tych czynności w jednym dniu, jedna po drugiej. Siedzę, a naczynia pozmywane, stoją na suszarce 🙂 Mogłabym się do tego przyzwyczaić. Mały… Trzepocze, denerwuje się, nie skupia uwagi. Z klasówki z matematyki dostał najgorszą ocenę, D. Nie zrozumiał poleceń. Źle policzył. Martwię się coraz bardziej. Jutro mamy konsultację psychologiczną. Mały powiedział dziś do mnie: mamo, czy wiesz, że po epoce dinozaurów, prawdopodobnie żyły jeszcze inne stworzenia? Na przykład kucyki (Pony)… 😀 A czy wiesz, że jak się wyrzuci szczeniaczka na polu, to on bardzo piszczy? ( to ostatnie pod wpływem czegoś obejrzanego w telewizji). I tak to u nas różnie bywa…

Moje wszystko

Gorycz i złość

Martwię się. Już dwa tygodnie minęło od złożenia odwołania od orzeczenia Dużego. Na razie dostałam tylko wiadomość, że dokumenty przesłano do Komisji Wojewódzkiej. Tak bardzo mam już dość czekania na różnego rodzaju wyniki, badania, komisje, że chce mi się wyć. Duży od tygodnia jest na Rispolepcie. Nie wiem czy jest jakaś poprawa. Na razie staram się ustalić, o jakiej porze najlepiej dać mu lek, żeby normalnie funkcjonował w dzień, a spał w nocy. Wychodzi mi, że najlepsza pora to około 17. I tego na chwilę obecną będziemy się trzymać. Duży rozpoczął terapię w naszej Fundacji. Nową. Dwa razy w tygodniu chodzi na TUS i sensomotorykę. Po pierwszych terapiach, terapeutki mówiły, że wszystko jest na nie, nie będę robił, to jest głupie, nienawidzę fundacji, nienawidzę niepełnosprawnych, jestem od Was lepszy, jestem boski… To samo jest w domu. Nie mam siły się z nim szarpać. Do tego dochodzi agresja wobec młodszego brata (kopanie, bicie, ściskanie, wykręcanie rąk, podduszanie) i autoagresja. Zobaczymy czy Rispolept coś pomoże. Nie jestem zwolenniczką faszerowania dzieci lekami, ale nie daję już rady. Duży na razie jeszcze jest niższy ode mnie, ale szybko rośnie i obawiam się co będzie później. W tej chwili jeszcze nie podnosi na mnie ręki, ale jak jego hormony zaczną buzować jeszcze bardziej, to kto wie… Duży dojrzewa. Zmienia się. Pod nosem wąsiska, stopa równa mojej. Śmiejemy się, że możemy pożyczać od siebie buty. O ile ja w jego trampkach jeszcze jakoś wyglądam, o tyle on w moich balerinach czy szpilkach… 😉 Duży ma całkiem niezłe poczucie humoru, pod warunkiem że żarty nie są zawoalowane. Czasem wcale nie wie, że żartujemy i nakręca się jakąś sytuacją, bardzo szybko prowadząc do awantury. Muszę wtedy dokładnie tłumaczyć mu co i jak, ale i tak nie zawsze zrozumie. Dużo rzeczy rozumie zbyt dosłownie. Nie potrafi dopasować przysłów do sytuacji. A już z wyjaśnianiem ich.. Szkoda słów. Ale jestem dobrej myśli. Przede wszystkim dlatego, że wybrałam Dużemu magiczną szkołę. Do tej pory chodzenie do szkoły było przykrym obowiązkiem. Bo dzieci się śmiały, że jest inny, bo nie nadążał, bo nie zapamiętywał prac domowych itp. Teraz Duży idzie do szkoły chętnie. Tak samo chętnie zgłasza się do odpowiedzi. Kiedy czegoś nie rozumie, nauczyciel prowadzący lekcję lub wspierający, tłumaczą do bólu. Duży CHCE zadziwiać nauczycieli. To duży sukces. Ale też dopiero początek, chciałabym, żeby tak pozostało. Żeby mu się nie znudziło. Mały… Mały będzie konsultowany logopedycznie i psychologicznie. Na moją prośbę. Bo zobaczyłam różne zachowania, które wcale mi się nie podobają. Mały bardzo trzepocze, na stojąco, na siedząco, nad książką, nad głową… Dużo krzyczy, wydaje z siebie dużo dźwięków. Prostuje nogi, sapie, wyłącza się. Je papier, plastik i różne inne rzeczy, które niekoniecznie do jedzenia się nadają. Ze zmiany szkoły, wbrew swoim przewidywaniom, jestem zadowolona. Mały jest dopilnowany. Poprawia się charakter pisma, czytanie. Gorzej z pisaniem ze słuchu. Mały nie umie… Pisze litery bez ładu i składu. Oczywiście nie zawsze. Są wyrazy, które potrafi napisać, ale większość w jego wykonaniu jest bez sensu. Czy to tylko afazja? Nie wiem. Boję się, że nie. Właściwie jestem z tym wszystkim sama. Nie mam co liczyć na wsparcie rodziny, bo teściowie uważają, że nie ma czegoś takiego jak ZA. To tylko wymysł psychologów, żeby nie stracić pracy. Wciąż myślą, że Dużemu przejdzie. Nie przejdzie. Możemy tylko wypracować różne rzeczy podczas terapii. Oczywiście Duży ma szansę na normalne życie, rodzinę, dzieci. Mały chyba też. Ale tak bardzo się martwię ich przyszłością. Nie chcę już słuchać dobrych rad ludzi, którzy nie rozumieją co to znaczy żyć i mieszkać z autystą. „Przecież on nie wygląda na takiego! ” słyszę bardzo często i to nie tylko na ulicy, od znajomych, ale i od lekarzy. To chyba coś oznacza. Nie wiemy nic, lub bardzo mało o autyzmie i zaburzeniach ze spektrum. Sąsiedzi się dziwią, że ciągam chłopców ze sobą wszędzie, ale jak mam ich zostawić samych w domu? Skąd mogę wiedzieć, czy Duży się nie zdenerwuje na Małego i nie zrobi mu krzywdy pod wpływem emocji? Skąd mam wiedzieć, że Mały nie zje czegoś niejadalnego? Proszku do prania? Płynu do mycia podłóg? Klocków? Doprowadza mnie to do szału. Nie mamy normalnego życia. Nie możemy umówić się ze znajomymi na wspólny wypad, czy imprezę. Nie ma kto się zająć chłopcami. Przyjaciele i znajomi pomalutku „wyszli” z naszego życia. Tych, którzy zostali, możemy policzyć na palcach u jednej ręki. W orzeczeniu o niepełnosprawności Dużego, napisano w punkcie 7: NIE WYMAGA. Czyli, że mogę rzucić wszystko i iść do pracy. Bo Duży jest zdolny do samodzielnego życia. Nie ważne, że co dzień rano muszę mu przypominać, żeby się umył, założył świeżą bieliznę, kurtkę, bo jest zimno. Żeby zjadł śniadanie. Żeby się spakował. Muszę go pilnować, żeby nie dostał na ulicy w dziób, ponieważ jest agresywny w stosunku do innych ludzi. Wystarczy, że ktoś lekko go potrąci na przejściu dla pieszych i awantura gotowa. Skąd mam wiedzieć, że ktoś się nie wkurzy i mu nie przyłoży? Przecież „nie wygląda” na zaburzonego. Znaczka nosić nie chce, buntuje się, bo wg niego jest najzdrowszą osobą pod słońcem, a wszyscy inni to debile, downy i barany. Proszę bardzo, niech szanowna komisja pomieszka z nim chociaż tydzień. Ciekawe czy wtedy też stwierdzą, że: nie wymaga. Wylałam z siebie całe litry goryczy, ale wcale mi nie jest lepiej. Bo to wszystko wciąż będzie trwać. Ale jest jeden pozytyw: trafiłam do wspaniałego Klubu Rodziców Autyzm Help by JiM. Poznałam ludzi, którzy borykają się z tymi samymi problemami co ja, a czasem nawet gorszymi. Wspieramy się wzajemnie i nie musimy tłumaczyć co, jak i dlaczego, bo każdy przeżywa to samo. Życzę wszystkim, żeby znaleźli takie właśnie swoje miejsce na ziemi, gdzie panuje zrozumienie i każdy jest chętny do pomocy.

Duży - Zespół Aspergera

Matma i aspie

Ciężkie życie mają Aspergerianie. Pomijając kłopoty w zawieraniu przyjaźni, brak akceptacji czy reakcje nieadekwatne do sytuacji… Duży odrabiał dziś matematykę. Od czwartku jest w domu, bo gardło boli, a w oczach maślany jakiś.. Wychowawczyni przesłała librusem pracę domową z różnych przedmiotów. Duży zabrał się za matematykę. Ułamki. Jego zmora. Pierwsze zadania nie były specjalnie trudne, ale i tak zrobił błędy, jednak wystarczyło mu przypomnieć na czym polega sprowadzanie do wspólnego mianownika i było ok. Poszłam do sklepu. Kiedy wróciłam, dziecko wybiegło mi na przywitanie, całe szczęśliwe:

– Mamo! – krzyczy. – Zrobiłem zadanie! Ale gdzieś zgubiłem kartkę z obliczeniami, bo wiesz nie wpisałem ich do zeszytu, tylko sam wynik! Ale za to napisałem jak to trzeba obliczyć.

Zajrzałam do zeszytu, bo nie mogłam sobie tego wyobrazić i rzeczywiście zobaczyłam wynik. A pod wynikiem Duży napisał: trzeba było wszystko do siebie dodać, a potem odjąć od 120 i wyszedł właśnie ten wynik! Załamałam się.

Mały - Afazja motoryczna

Idol

Mały skarży się na kolegę z klasy:

– A Damian to się dzisiaj śmiał z mojego imienia i nazwiska. I jeszcze z tego, że nie mam dziewczyny. A ja mam dziewczynę! A nawet 5!

– Synu, myślałam, że Ty masz tylko jedną dziewczynę!

– No tak, bo ja kocham Weronikę, a te inne to są moje fanki.

😀 Nie wiedziałam, że mam aż tak popularne dziecko! 😉

Duży - Zespół Aspergera

Uwaga! Kierowca w niebezpieczeństwie!

Oto rozmowa moja i Dużego na temat znaku D-40, (czyli początek strefy zamieszkania ;)) Idziemy rano do szkoły, Duży zauważa znak, który stoi w tym miejscu od maja zdaje się i pyta:

– mamo a ten znak, na którym dziecko gra w piłkę, jest ludek i samochód to co oznacza?

– Tzn, że wjeżdża się w drogę osiedlową, gdzie chodzą ludzie, dzieci biegają, bawią się i trzeba uważać. – odpowiadam.

– To te dzieci mogą mi coś zrobić?

– Nieee, raczej Ty musisz uważać, żeby im nie zrobić krzywdy jadąc samochodem.

– A ten ludek?

– No to dorosły człowiek, na którego musisz uważać.

– Aaaaa, to on jest niebezpieczny?

– Nie, musisz uważać jak jedziesz samochodem, żeby nikogo nie potrącić…

– Nic z tego nie zrozumiałem!

Zdaje się, że Duży znaki informacyjne dla kierowców, postrzega jako znaki, które ostrzegają kierowcę przed niebezpieczeństwem ze strony przechodniów. Oczywiście chodziło ten znak:

 

D40

Moje wszystko

Sny i nie sny

Śniło mi się, że stoję w kolejce w jakimś sklepie, chyba nawet za czasów PRL, bo puchy niesamowite, haki, białe ściany kafelkowe… A na lodówce sklepowej komunikat o zakazie ziewania w kolejce… Czy nie może mi się przyśnić nic twórczego? Albo przyjemnego? A tu człowiek nawet poziewać nie może. Uciekłam też przed jakimś dobrze zbudowanym facetem, który chciał ukraść mi telefon. Uderzyłam głową o drzewo, a mój mąż nie odbierał ode mnie telefonów. A jak już w końcu odebrał, to powiedział, że nigdzie po mnie nie wraca. Więc chowałam się w kościele, w szafie… A potem zadzwonił budzik i musiałam wstać. 

Jutro pierwsze spotkanie rodziców w Klubie Rodzica Autyzm Help w Fundacji JiM. Oczywiście nie mogę iść, bo mam terapię. Liczę na to, że kiedyś te spotkania będą się odbywały również w inne dni. Potrzebuję spotkać rodziców innych dzieci, podobnych do moich. Wprawdzie pogaduchy internetowe są fajne, ale jednak spotkania oko w oko są lepsze. 

W naszym ściennym zegarze wyczerpała się bateria. Wciąż wskazuje godzinę 11.42, czyli porę, kiedy powinnam ruszyć cztery litery i pomału iść po Małego do szkoły. Co chwila zrywam się więc ze zdziwieniem, że to już ta godzina?! A potem szukam wzrokiem innego zegara i siadam z powrotem 😉 

Wczoraj był fajny dzień. Manufaktura, pokaz konny a potem wielki deser, który na obrazku wydawał się całkiem mały, a potem nie dałam mu rady i zostawiłam połowę. 

Mały - Afazja motoryczna

Czy to afazja?

Dziś o Małym. Odrabiamy lekcje. Mały się wścieka nieziemsko, bo nie idzie mu to pisanie. Z liczeniem też kiepsko, zawsze się pomyli o jeden. Zgaduje. Jak się denerwuje to krzyczy i bije się rękami po twarzy. Czytanie idzie coraz lepiej, ale często się zatrzymuje przy jakimś słowie i układa do niego wierszyk, rymowankę, albo krzyczy to słowo kilka razy, podrygując w rytm tego co krzyczy czy śpiewa. Zadziera nogi na ławę, na stołek, pyta o milion rzeczy nie związanych z nauką. Wszystko jest na nie, nie chcę jechać, chociaż wczoraj bardzo chciał. Nie będę tego jadł, chociaż przed chwilą był głodny. Weź sobie wszystkie moje pieniądze! Bo nie pozwoliłam mu kupić kolejnej gry. Martwię się i to strasznie. Duży za to zadaje czasem tak głupie i denerwujące pytania, że szlag mnie trafia od razu, szczególnie wtedy, gdy jestem zajęta. Dziś, kiedy odrabiałam lekcje z Małym, zapytał mnie: mamo, czy tata ma zamknięte drzwi od łazienki? Zdenerwowałam się straszliwie, bo czy ja siedzę z nim w tej łazience? Nie można podejść i zobaczyć czy drzwi są zamknięte? A tu Mały wali się rękami po głowie i śpiewa słowa z czytanki. Zwariować można! Muszę uprosić lekarza o skierowanie na ponowne diagnozowanie Małego, bo coś mi się wydaje, że ta diagnoza to niewłaściwa jest…