Moje wszystko

Trudna matematyka

Ech.

Wczoraj było tak:

Ułamki. Duży miał z nimi kłopot, ale Mały nie kuma ich nic a nic. Rysuję okrąg, dzielę na 4, zamalowuję jedną część… 
– Popatrz, jedna z czterech części jest inna, to znaczy, że to jest jedna czwarta.
– Dobrze. – mówi Mały.
Rysuję drugi okrąg i zamalowuję znowu jedną z czterech części. 
– Mały, popatrz, tu jest tak samo. Jedna z czterech części jest inna, to jak powiemy, jaka to jest część?
– Jedna trzecia.
– Jak to jedna trzecia?
– Bo tej zamalowanej nie ma przecież.

Tłumaczę zamianę liczb mieszanych na ułamki niewłaściwe. Jest! Załapał! Trzepie zadanie z matmy z prędkością światła! Jestem taka szczęśliwa, że klaszczę w ręce i wychwalam go pod niebiosa.
– Muszę iść do ubikacji!
– No to leć szybciutko, bo jeszcze drugi podpunkt trzeba zrobić!
Siedzi w tym kiblu 15 czy 20 minut. Wraca, siada, patrzy na liczby mieszane, które przed chwilą nie były żadnym problemem i nie wie.. Nie umie. Nie chce. Nie rozumie.
AAAAAAAA!
Jak nauczyć zwykłego autystę, nie sawanta, ułamków?

Dziś:

Dziecko Duży, otrzymało dziś ocenę bardzo dobrą z kartkowki z chemii. Oboje nie możemy się nacieszyć, ponieważ to naprawdę rzadkość. W związku z tym, od kilku godzin słucham o alkanolach. Dziecko Mały, na dobre pozostawiło wczoraj w toalecie swoje zdolności matematyczne. 

Mały - Całościowe Zaburzenie Rozwoju - autyzm dziecięcy

Tosty

Z wybiórczością pokarmową  walczymy już dłuuuugo. A właściwie to nie walczymy, tylko się denerwujemy, że Mały nie je: pomidorów, ogórków, jajek, dżemów, sera, kiełbasy, szynki, twarogu itp, itd. Badania robimy regularnie. Mały na wadze przybiera, wyniki w normie, pediatra mówi, że to, co je jest dla niego wystarczające. A je… tosty z żółtym serem (ser tylko i wyłącznie w takiej postaci), parówkę, ale tylko z ketchupem, zupy: biały barszcz, rosół, krupnik i jarzynową, ziemniaki, surową marchew, chleb z masłem, pieczonego i gotowanego kurczaka. Wkółko to samo.. Ostatnio w szkole był Dzień Nabiału. Z góry wiedziałam, że nie zje nic z tego, co przyniosą inne dzieci. On sam zgłosił się (mnie!) do zrobienia tostów, których też nie zjadł, bo leżały obok koreczków. Pogodziłam się już z tym, że póki co nie je wszystkiego, co dobre 😉 Po Dniu Nabiału przyszedł dzień warsztatów kulinarnych. Przyjechała  do szkoły jakaś Pani, która razem z dziećmi przygotowywała różne pyszności. Trochę wcześniej ustaliłam ze wspierającą, że Mały zrobi sobie tosta. Takiego jak lubi, z serem i dobrze przypieczonego. Naprawdę byłam o to spokojna. Nie dałam mu śniadania do szkoły, bo podwójnego by nie zjadł… Pytam go po południu, jak było na warsztatach. 

– Fajnie. – innej odpowiedzi się nie spodziewałam.

– Zrobiłeś sobie tosta?

– Tak.

– A zjadłeś go? – coś mnie tknęło…

– Nieeeee…

– Ranyyyy, czemu nie?

– Bo Pani od warsztatów powiedziała, że czemu takiego smutnego tego tosta mam, tylko z samym serem i wrzuciła mi do środka  jakieś zioła i przyprawy…

Eeehhh… Wiem, że kobieta chciała dobrze, ale w jednej chwili chciałam wrócić do szkoły i nawrzucać jej ile wlezie… 

Inne sposoby walki z wybiórczością zwykle kończą się wymiotami, albo bólem brzucha. Dziadek Małego bardzo cierpliwie wciska mu do spróbowania różne pomidory, jajka itp. Mały otwiera buzię iiiii…  wszystko połyka w całości… Bo boi się, że dziadek każe mu zjeść więcej. A potem choruje…

To co w końcu zrobić? Odpuścić? Czy wciskać na siłę?

Ja odpuszczam. 

Moje wszystko

Kraniec

Marzy mi się coś fajnego. Poza autyzmem. Do niego już się przyzwyczaiłam i na tym polu siłę do walki mam. Ale w tym „życiu obok”, już nie. Marzę o czymś, co całkiem by je odmieniło i mój sposób myślenia też. Spotkałam już na swojej drodze ludzi, którzy odmienili mnie i moje życie autystyczne, i jestem im za to ogromnie wdzięczna. Ale tym razem chodzi o coś zupełnie innego. Coś takiego tylko dla mnie. Coś co sprawi, że będę chciała więcej i więcej. Że będzie mi się chciało żyć i działać. Póki co, wszystko wydaje mi się niemożliwe do osiągnięcia. Nawet głupi wyjazd na wakacje. Chciałabym móc odpuścić. Olać. Cieszyć się tym co mam. Nie umiem, cholera. Za to doskonale umiem się martwić, denerwować i stawiać czarne scenariusze. Jak to zrobić, żeby wreszcie poczuć się dobrze? Gdybym mogła  jak Martyna Wojciechowska, wyjechać na kraniec świata… Chociaż koniec końców, pewnie bym się nie odważyła i została w domu, stękając jakie to życie jest do bani… 😉

Moje wszystko

Niemoc

Wczoraj niemoc intelektualna dopadła mnie jakaś. Wraz z włosami ufarbowalam sobie  powieki i uszy. O sprzętach w łazience nie wspomnę. Rozmach wzięłam za duży i miałam bakłażanowwy zlew i wannę, oraz deskę klo. Chciałam zmiksować ciasto na naleśniki. Wyjęłam z szafki toster, podłączyłam do prądu i dopiero jak nie znalazłam dziurek na pióra, skapnęłam się co trzymam w ręku. Podobno  dziś najbardziej  depresyjny dzień w roku. Odczuwam  to bez dwóch zdań! A to była dopiero 14! Do wieczora mnóstwo czasu na robienie głupot.. 

Dziś mam ciężkie ręce, nogi i powieki. Nic tylko spać pod ciepłą kołdrą w wygodnym łóżku  z wielką puchatą poduszką pod głową.. 😉

Duży - Zespół Aspergera

Fartuch

Usiadłam rano w fotelu, żeby wypić kawkę. Miałam na sobie ohydny fartuch kuchenny, który założyłam do ubijania śmietany do urodzinowego tortu Małego. Duży wchodzi do pokoju, patrzy na mnie i mówi:

– Idziesz  gdzieś, że się tak ubrałaś?

– Tak. Do kuchni…

Miałam na sobie coś  innego, niż zwykle noszę w domu, więc automatycznie uznał, że to strój wyjściowy. Aaaa, no tak! On ma przecież TYLKO aspergera… 😉

Mały - Całościowe Zaburzenie Rozwoju - autyzm dziecięcy

Upust

Małego spotkała dzisiaj niemiła niespodzianka. Pani doktor neurolog zarządziła pobieranie krwi, które dla Małego jest straszne. Pękają mu żyły, krew jest gęsta i długo trwa zanim pielęgniarka dobrze się wkłuje. Zwykle o pobieraniu krwi wie dużo wcześniej, żeby mógł się przygotować. Dziś miał 5 minut.
– Nie będę płakał, ale sobie zaśpiewam. – powiedział tuż przed ukłuciem.
– Dobrze. Możesz nawet krzyczeć jeśli chcesz, tylko się nie ruszaj. – poprosiła pani pielęgniarka. A za chwilę wszyscy mogli usłyszeć:
– Alleluja! Alleluja!
Mały dał upust emocjom. Wszyscy byli zachwyceni 😀

Mały - Całościowe Zaburzenie Rozwoju - autyzm dziecięcy

Notatka

W piątek u Małego w szkole byli ludzie z Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Opowiadali dzieciom o Bałutach i puszczali film. Mały był pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza, że odbyło się to wszystko kosztem języka angielskiego, którego nie lubi, bo ma duże problemy, żeby go ogarnać. Ale najwiekszą atrakcją były gadżety, które dostał. Magnes na lodówkę i notesik (niezwykły, bo na każdej stronie jest jakiś rysunek przedstawiający stare Bałuty). Notesik ma już jeden wpis. Na pierwszej stronie Mały napisał: dostałem dyplom. Bo rzeczywiście dostał. Za zajęcie 3 miejsca w konkursie fotograficznym 🙂 Musiało to być dla niego niezwykłe przeżycie, skoro zdecydował, że właśnie o tym napisze w swoim notesiku. 🙂 Wzruszyłam się.

Duży - Zespół Aspergera

Prezenty

Z różnych powodów, prezenty Mikołajkowe wręczyliśmy chłopcom już wczoraj wieczorem. Duży otrzymał piżamę Star Wars. Naprawdę wydawało mi się, że spełnia kryteria jego akceptowalności. Długość spodni taka ja trzeba. Długość rękawków też. Materiał miły w dotyku. Nadruk w porządku. Ale… Ale guma w pasie!

– Nie pałam optymizmem jeśli chodzi o tą gumę – powiedział – ona nie jest niczym opakowana.Chociaż jak dostałem pierwszą piżamę, to też jęczałem, że ma sznurki. A teraz już się przyzwyczaiłem i ją lubię.

– Hura! Pierwsze oznaki dojrzałości! – krzyknęło mi w głowie radośnie. Tymczasem dziecko spojrzało na opakowanie. –

– Jakiś strasznie stary dziad jest na tym zdjęciu, w mojej piżamie. – oznajmił patrząc na zdjęcie trzydziestoparoletniego (a może nawet nie…) modela, prezentującego rzeczoną odzież do spania.

– Duży… On jest w wieku Twojego ojca, ten „stary dziad”… Tata przecież nie jest stary…

–  Przecież taki bardzo młody też nie jest.

Lepiej jednak nie wdawać się jeszcze w dyskusję na temat oceniania wieku. Ja też mam prawie 40, ale wolę myśleć, że wciąż jestem młoda. Bardzo. A potem w przedpokoju toczyła się bitwa na „małego Nerfa”, którego Mały dostał na Mikołajki. Ogromny Nerf grzecznie czeka w szafie na 24 grudnia. Piski i okrzyki radości mąciły spokój sobotniego wieczoru. Lubię to! 🙂

Mały - Całościowe Zaburzenie Rozwoju - autyzm dziecięcy

Patent

Mały nie umie wiązać sznurówek. Nawet supełka. Za to wymyślił jak zawiązać chustkę na szyi tak, żeby się trzymała. Pochwalił się tym dziś rano, przed wyjściem do szkoły. Węzeł wygląda całkiem ok. Najważniejsze, że się nie rozwiązuje. Zachwyciłam się najpiękniej jak umiałam. Duży od razu zareagował zazdrością.

– Ja już dawno opatentowałem ten węzeł! Pierwszy nauczyłem się go robić! To ja wymyśliłem ten węzeł!

– Ta! Chyba chłonny!- wypalił w odwecie Mały. 

Wesoły to był poranek w ciemnym przedpokoju, w mieszkaniu, na 10 piętrze. 🙂

 

wezel