Wstałam rankiem wczesnym i podążyłam do łazienki celem doprowadzenia się do stanu oglądalności. Przecież syna do szkoły odprowadzić muszę. Wchodzę do łazienki, ale kątem oka spostrzegam czającą się przy kuchni kulkę, która wpatruje się we mnie błyszczącymi ślepkami. Wlazłam do łazienki i stwierdziłam brak odzieży wierzchniej, którą zostawiłam w pokoju na fotelu. Chcąc nie chcąc wylazłam spowrotem. Kocio nadal posterunku, więc pomyślałam, że wypadałoby się przywitać. „Dzień dobry kochany” powiedziałam z uśmiechem. „HHHHHHHHHHHH” odpowiedział kocio. Ożesz tyyyy… Najpierw rzuciłam mięsem w myślach, ale zaraz potem uświadomiłam sobie, że przecież jestem wyjęta prosto z łóżka, rozczochrana, zaspana, w rozciągniętej podkoszulce i bez okularów. Kocio po prostu mnie nie poznał i tak właśnie wyraził swoją dezaprobatę wobec obcej baby mówiącej mu dzień dobry. Na zgodę kupiłam Ramziemu kabanoska kotkowego o smaku wołowinki. Chyba był zadowolony, bo za szafką mlaskało baaardzo głośno 🙂 Poza tym widzę, że z dnia na dzień staje się coraz bardziej odważny i wyluzowany. Wczoraj wieczorem na przykład, przyszedł sobie do mnie i nawet łaskawie pobawił się chwilkę piórkiem, które podetknęłam mu pod nos. Ponieważ jednak zabierał się do zabawy jeszcze bardzo nieśmiało, to podrzuciłam mu myszkę. No i tu sprawa wyglądała już dużo lepiej. Kocio rozwalił się na środku dywanu i myszkę biedną dręczył. Wyginał się przy tym we wszystkie możliwe strony, przeciągał się i prezentował wszystkie swoje wdzięki. Aż wreszcie musiałam iść spać, bo zrobiła się godzina 1 w nocy. Kocio nie był zachwycony, że go opuszczam, w wyniku czego odnalazłam piórko dzisiaj rano na środku przedpokoju. Kocio postanowił pobawić się sam. A dzisiaj natomiast, obstawiłam się wszelkimi piórkami, myszkami i piłeczkami i czekam. Może znów przyjdzie.. 🙂
Miesiąc: Marzec 2009
Cudnie zielone ślepka
Kocio robi postępy. Nadal siedzi za szafką, ale już nie wciśnięty w najciemniejszy kąt, tylko leży sobie na kocyku jak Jaśnie Pan, tuż przy ścianie i obserwuje. Pozwala łaskawie patrzeć na siebie i słucha kiedy się do niego mówi, rozkosznie przymykając ślepka i układając się do snu. Wczoraj wieczorem, kiedy chłopcy już zasnęli, wyszedł wreszcie z ukrycia i poszedł do kibelka. Później przyszedł do mnie, sprawdził co robię i poleciał sobie dalej. Dalszą obserwację prowadził z łazienki. Stanął sobie w otwartych drzwiach i patrzył na mnie tymi cudownie zielonymi oczkami 🙂 Nie mogę się już doczekać, kiedy wreszcie pozwoli się pogłaskać.
Martwię się, bo wciąż nie dostałam wypisu z Księgi Wieczystej, chociaż od podpisania umowy minie za chwilkę rok. Nie wiem gdzie mam zadzwonić, żeby uzyskać informacje. W Tesco dzisiaj nawet nie było ogromnych tłumów. Zrobiłam całkiem udane zakupy. Kocio, jak na władcę przystało, będzie załatwiał się w komfortowych warunkach wprost na pachnący lasem granulat. Granulat sporządzony z prawdziwego drewna, można w przeciwieństwie do szarego żwirku, utopić w muszli klozetowej.
Jutro znów poniedziałek. Nie cierpię poniedziałków. Zwłaszcza takich „latanych”. A jutrzejszy tak się właśnie zapowiada. Nie dosyć, że latany, to jeszcze portfelowy, bo rachunki popłacić trzeba. A ja chętnie zostałabym w domu i patrzyła jak Ramzes mruży oczy kiedy do niego mówię…