Siedzę z Dużym na kanapie. Duży opiera stopę o łóżko i trzącha nią tak, że wszystko lata, łącznie ze mną.
– Nie trząchaj nogą bardzo Cię proszę, bo cała latam! – mówię do niego.
– Nie trzącham przecież! – mówi Duży, prostując nogę.
– Jak to nie?! Robisz tak – denerwuję się i prezentuję trząchanie.
– Udowodnij mi, że to byłem ja! – odkrzykuje Duży.
Rozbroił mnie tym totalnie. Wybuchnęłam śmiechem. 😀