Poszliśmy z Małym na pocztę i do apteki. Po drodze oczywiście Pokemony! Wracając, Mały spojrzał na nasz balkon i powiedział:
– O, Duży stoi w oknie. On z daleka wygląda całkiem jak Ty!
Rzeczywiście nasz starszy syn jest do mnie podobny, ale nie mówimy o tym głośno, bo który facet chciałby być podobny do mamy..
Wjechaliśmy windą na górę. Duży czekał już na nas przy drzwiach.
– Widziałem Cię Mały! Widziałem Cię z okna!
– Wiem. Ja też Cię widziałem.. – mruknął Mały, bo przed wyjściem pokłócili się o głaskanie i podnoszenie kota.
– Machałem do Ciebie, ale mi nie odmachałeś. – Wyjechał Duży z pretensjami.
– Bo ja Cię IGNOROWAŁEM! – wrzasnął wciąż obrażony Mały. – Myślisz, że mi pomachasz i już?
Dalej nie wiem co było. Przezornie schowałam się w łazience. Nie chce mi się już wkraczać do akcji. Dopóki nie lecą kłaki i nie leje się krew, niech sobie radzą sami…;-)