Moje wszystko

Listopad…

Zapalenie ucha mam. Zaliczyłam pogotowie w poniedziałek, a dzisiaj szpital z powodu takiego, że wstałam spuchnięta jak bańka i do tego głucha jak pień. Że o bólu już nie wspomnę. A przecież się tylko podrapałam… Już nigdy sobie nic do ucha nie wetknę. Nawet palca! A ucho nie dosyć, że boli to jeszcze swędzi.

Mały jedzie w piątek na wycieczkę do fabryki bombek. Chciałam jechać razem z nim, ale chyba nic z tego. Po ostatnich wydarzeniach nasilił mi się lęk o najbliższych. panicznie boję się, że coś się komuś stanie i tak bezustannie zamęczam moje najbliższe koleżanki telefonami, kiedy M jedzie do pracy wyczekuję przy komputerze, czy pojawi się na GG, jeśli się nie pojawia, natychmiast do niego dzwonię. Dzieci od dwóch tygodni siedzą ze mną w domu, więc mam je na oku, ale piątkowa wycieczka Małego zaczyna spędzać mi sen z powiek. Jadą do innego miasta. Autokarem. Chyba nie jestem normalna… A do tego jest mi niewygodnie z tym sączkiem w uchu, na którego wymianę muszę jutro jechać do szpitala. 

Wracam do Klubu. We wtorki o 19 będę „stepować” wraz z moją koleżanką. Nie wiem czy dam radę kondycyjnie, bo jednak dwa miesiące przerwy były. Na pewno siądą mi łydki, bo chociaż chodzę codziennie po schodach, to jednak nie przez godzinę bez przerwy. No i na stepie zawsze jest jakiś układ… Już sobie wyobrażam miny sąsiadów, gdybym wyskoczyła na klatce schodowej z jakimś knee liftem, albo innym basic stepem 😉 Jak nic wysłaliby mnie na leczenie zamknięte. Trudno uwierzyć, że tak niedawno byłam na szkoleniach i zdawałam egzamin instruktorski… A teraz całkiem przestało mnie to cieszyć…

Upatrzyłam sobie buty. Ale nawet ich nie przymierzyłam, bo po co, skoro i tak nie mam na nie kasy? M wspomniał dzisiaj o jakiejś wiązce. Wiązka kosztuje 800 zł. 800!!! A moje buty kosztują tylko 65… I co mam zrobić? Nie kupię butów, bo wiązka potrzebna. Aaaa z resztą.. wyjęłam już moje ukochane UGG’sy. Przecież w połowie listopada ma przyjść zima. Ostra i mroźna. Ale jeśli wierzyć synoptykom z pewnego portalu internetowego, to wiosna nadejdzie już pod koniec lutego 🙂 Nie mogę się doczekać, bo tęsknię za działką. A w marcu znowu przestawimy zegarki na czas letni, lalalal 🙂 Zdecydowanie wolę czas letni, dłuższe dni, krótsze noce, ciepłość i słonko i jeszcze lenistwo, i brak szkoły. 

Gruszka w sosie budyniowym nadal czeka aż wstawię ją na blog kulinarny… Nie chce mi się 😛

Dodaj komentarz