Ostatnie dwa tygodnie są koszmarne. Odkąd dowiedziałam się o śmierci… Później w moim mieszkaniu wydarzyła się powódź. Mąż Anny naprawił usterkę, dobrze jest mieć przyjaciół hydraulików, elektryków czy innych specjalistów.. Później zachorowały dzieci. We wtorek byłam na pogrzebie. Trzymałam się nieźle przez mszę i w drodze do grobu. A potem się rozsypałam. Na milion kawałeczków. Zbieram je teraz, ale to bardzo żmudna praca. Wanna znowu dała znać o sobie, więc jutro z Anną i jej mężem jedziemy ją naprawiać. Mam nadzieję, że to będzie już ostatni raz. Niedługo najsmutniejsze Święto w roku. Jutro idę posprzątać grób dziadka. Chciałabym jechać jeszcze na grób Taty, ale nie wiem czy zdążę przed 1 listopada. Myślę o wszystkich moich bliskich, których już nie ma. Myślę o dzieciach, które straciły matkę. I o mężczyźnie, który stracił ukochaną kobietę. Myślę… chyba za dużo. A życie toczy się dalej…
