Znów się nie wyspałam. Etap poznawania mieszkania przez naszego kotka trwa. Ponieważ w dzień kręci się za dużo ludzi i jest za dużo hałasu, kot wyłazi nocą. Pobudził chłopców, bo łaził po biurku. Obudził nas, bo łaził po.. nas. Ale jest to jakiś postęp jednak, bo do tej pory trzymał się od nas z daleka. Nadal ucieka jak próbuję go pogłaskać, ale pozwala mi dotknąć łapek 🙂 Milusie ma 🙂
Dzisiaj środa. Najbardziej zajęty dzień w całym tygodniu. Duży kończy lekcje za 1,5 h i niemal natychmiast ruszamy w drogę. Obiad, lekcje, angielski, poradnia, kąpanie, kolacja i wreszcie ostatni punkt programu: mój step:) Tego jednego nie mogę się doczekać. Chociaż wcale nie wiem czy będę w stanie dzisiaj ćwiczyć, bo naprawdę jestem padnięta. M zaczyna się denerwować, że Kocio nie chce do niego podchodzić. Na pewno oswajanie Kocia zajmie mu więcej czasu niż mnie. Ja jestem w domu prawie cały czas. Kot zna mój głos, zapach, kroki i już się mnie tak bardzo nie boi. M bywa w domu wieczorami, kiedy wróci z pracy, więc Kocio nie zna go zbyt dobrze. Boi się też dzieci, bo one z kolei chciałyby już się z nim bawić i wciąż podtykają mu pod nos coraz to nowe zabawki, piszcząc z uciechy kiedy kot wykazuje zainteresowanie. Tak sobie myślę, że w tym tempie do może do Świąt go oswoimy. Bożego Narodzenia. Przyszłego roku.
Duży wciąż nie może zapomnieć o dudach. Wczoraj oznajmił:
– Mamo, pojedźmy na wczasy do Szkocji. Kupię sobie dudy..
Zaczyna to być uciążliwe. W szkole bawili się w kalambury (wychowawczyni była do wczoraj na zwolnieniu, wróciła dzisiaj, dzięki Bogu!), Duży był zdziwiony, że nikt nie zgadł, że pokazuje jak gra na dudach. Mało tego, kiedy wreszcie powiedział co robił, cała klasa wywaliła na niego oczy i zapytała co to są te dudy..
Za oknem świeci słońce. Teraz. Bo rano było zimno i pochmurno. Kiedy wracałam do domu po odprowadzeniu Dużego do szkoły, na drzwiach wejściowych wisiała klepsydra z zawiadomieniem o pogrzebie mojego młodego sąsiada, który zmarł 3 tygodnie temu. Przygnębiające.. Będę o tym myślała cały dzień.