Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
Ks. Jan Twardowski
Wszystkim tym, którzy odeszli. (*)
Piątek:
Poznałam wczoraj przecudnej urody kilkutygodniowego szczeniaka. Psina należy do mojej dobrej koleżanki. Jest rasy rottweiler. Piesek oczywiście, nie koleżanka. Kilka dni temu napisała do mnie, że jej suczka niestety zakończyła życie. Była kaleką i ciężko było się nią zajmować, ale Ann się nie zniechęcała i dziarsko opiekowała się suczką. Mały szczeniaczek zajął jej miejsce. Oczywiście musiałam polecieć obejrzeć małe cudo i natychmiast się w nim zakochałam! Co za wdzięk i styl! Weszłam do mieszkania z moim Małym Trollem. Piesek siedział na środku kuchni i przyglądał mi się ciekawie. Nie miał zamiaru podejść bliżej, dopóki Mały Troll nie zdjął bucików. Szczeniaczek popatrzył z zaciekawieniem na dyndające z butów mojego Trolla rzepy i najwyraźniej uznał to za zaproszenie do zabawy. Ostrożnie podniósł się i zaczął zmierzać w kierunku dyndadeł. Niestety, Ann spostrzegła w porę co się święci i schowała buciki do szafki. Zawiedzione szczenię z nudów przyszło sobie mnie obejrzeć. Wyciągnęłam do niego rękę, obwąchał ją bardzo dokładnie, po czym skosztował samym czubeczkiem milusiego jęzorka. Musiało mu zasmakować, bo po chwili chwycił moją rękę ostrymi ząbkami i najwyraźniej postanowił zanieść ją sobie pod łóżko w celu obgryzienia dokładnego. Niestety okazało się to niemożliwe, bo cała reszta mnie okropnie psinie ciążyła. Zawiedziony usiadł przede mną i zaczął wypatrywać czegoś, co mógłby z powodzeniem zataszczyć w najdalszy kąt i wrąbać z dala od wścibskich i nieporządanych oczu. Znów wyciągnęłam dłoń, ale psina popatrzyła na mnie wzrokiem, z którego mogłam wyczytać: „no i na co mi te twoje grabie?”. Wymyśliłam inną zabawę. Położyłam dłoń na dywanie i poruszałam palcami. Psinka zainteresowana rozpoczęła polowanie na „pająka”. Rzucał się na moją rękę wędrującą po dywanie, uszyska jego powiewały jak dwie flagi, a psina z zapamiętaniem próbowała mnie choćby uszczypnąć. Wreszcie „pająk” postanowił zapolować na psiaka. Poczekałam kiedy jego pyszczek zbliży się do mojej dłoni i musnęłam go lekko po nosku wydając przy tym lekki warkot. Nie przypuszczałam, że jego reakcja będzie taka.. Dzielny szczeniak tak się przestraszył, że rzucił się do ucieczki i jednym susem znalazł się pod łóżkiem w najciemniejszym miejscu. Jednakże dał się stamtąd szybko wywabić. Ponieważ byliśmy już prawie przyjaciółmi, przyszedł do mnie i wlazł mi na kolana, bardzo zainteresowany z kolei moimi wiszącymi kolczykami. Oparł o mnie przednie łapki i wspiął się do moich uszu, próbując ukraść prawy kolczyk. Przechyliłam się do tyłu i razem wylądowaliśmy na podłodze. Psina oszalała ze szczęścia! Natychmiast wpakował mi łapę do oka i zajął się moimi włosami, które ledwo co odrosły i sterczą mi każdy w inną stronę. Umiejętności fryzjerskie wesołego psiaka jednakże nie zdały się na nic. Z zapamiętaniem tarmosił moją czuprynę, wpychał się pod moją głowę i podgryzał kark.. Dawno się tak nie ubawiłam. Mały Troll siedział na fotelu, obserwował wszystko z bezpiecznej odległości i zaśmiewał się do łez. Ann też.. Kiedy od niej wychodziłam, widziałam smutek w oczach mojego małego przyjaciela. Chyba muszę go niebawem znów odwiedzić 😀 Oto słodka psina w całej okazałości:

W tle widać ręce i nogi Ann.
Wieczorem jak co piątek poszłam na „Zdrowy kręgosłup”. Lojalnie uprzedziłam prowadzącą zajęcia, że będę się bardzo lenić z powodu sobotniego połamania w odcinku piersiowym kręgosłupa. Dżoana łaskawie wyraziła zgodę na moje lenienie się i weszłyśmy na salę. Było nas mniej niż zwykle, pewnie ze względu na dzisiejsze święto. Panie ogólnie były bardzo pobudzone i opowiadały ile grobów posprzątały, jak bardzo się nachodziły i ile cmantarzy mają do odwiedzenia dnia następnego. Położyłyśmy się na matach i zaczęły się ćwiczenia. Najpierw ramionka, później nóżki aż wreszcie bioderka. Dżoana poprosiła, żebyśmy położyły się na pleckach i zaczęło się machanie nóżkami… Oczywiście nie obyło się bezwzajemnych zderzeń a to ręką, a to nogą, ale wyjątkowo żadna z pań nie uraczyła mnie kopniakiem w głowę, ani machaniem skarpetkami tuż przed nosem. Już myślałam, że tym razem zajęcia miną mi w przyjemnej i błogiej atmosferze, aż tu nagle Dżoana wymyśliła kolejną torturę. Mianowicie z pozycji krzesełkowej miałyśmy złączyć stopy podeszwami, po czym przyciągać je do brzucha jednocześnie starając się rozłożyć kolana jak najgłębiej na boki, żeby rozciągnąć biodra. Przy drugim bodajże powtórzeniu ćwiczenia, gdzieś po lewej stronie, tuż nad moją głową rozległo się cichutkie prrrryk… Hmmm. Może się przesłyszałam? Przy kolejnym powtórzeniu znów dało się słyszeć owe prrryk, tym razem już głośniejsze i jakby bardziej śmiałe. I tak już zostało. Co przyciągałyśmy te stopy do brzucha, to za moją głową słychać było prrrryk, prrrryk, prrryk… Miałam już trochę dosyć i zaczęłam się kręcić ze zniecierpliwieniem. Nie wiem czy inne panie usłyszały cokolwiek, ale przypuszczam, że tak, skoro ja wcale nie leżałam najbliżej osoby wydającej z siebie te hmm pomruki.. Na szczęście w chwili, kiedy już prawie miałam coś powiedzieć, Dżoana zaproponowała końcowe ćwiczenie relaksujące, przy którym odprężyłam się tak, że przestało mi się chcieć zwracać uwagę na jakieś tam prrrryki czy inne mruki. A najgorsze jest to, że zapomniałam się przyjrzeć owej pomrukującej pani, żeby na przyszłość unikać jej bliskości na kolejnych ćwiczeniach, ech.
P.S. Od kilku dni zastanawiam się nad przeniesiem na stałe do serwisu blox.pl. Do tej pory miałam bloga w innym serwisie, ale jakoś mi przestało odpowiadać tamto miejsce. Dlatego prowadzę podwójne „życie blogowe” ;p